s1mone napisał(a):

|
Jeżeli ta lista Markusika ma coś udowodnić, to tylko jedną rzecz.
|
"Pan Kakałko" znów zakłamuje rzeczywistość. A właściwie próbuje.
Przytoczona przeze mnie lista Hiszpanów pokazuje, że przytłaczająca ich liczba sprawdziła się w Polsce i okazała wartością dodaną dla polskich klubów. Większość okazała się wartościowymi wzmocnieniami. Takie są fakty. Tych, którzy się nie sprawdzili jak Benito czy Eneko było znacznie mniej. Proporcje tu nie są takie jak próbuje wmawiać np. hejterek Jaroo. Dlatego są oni opłacalnym wyborem dla polskich klubów.
Nie zmienia tego ani to, że Hiszpanie, którzy trafiają do Polski to "goście już mocno przebrani z ewidentnymi ograniczeniami" (które ma każdy piłkarz na polskich boiskach), ani to, że na przestrzeni dziesięcioleci również w gronie polskich piłkarzy zdarzały się nazwiska, które zrobiły jeszcze większą karierę i piłkarsko były jeszcze lepsze. Nawiasem mówiąc żaden z nich nie jest dziś w zasięgu finansowym Wisły w przeciwieństwie do takiego Carbo czy Rodado.
I na te grupy polskich nazwisk, które "Pan Kakałko" rzekomo mógłby zapisywać na kartce A4 (swoją drogą np. ilu tych skuteczniejszych polskich napastników mających swój pik w Ekstraklasie z ostatniej dekady mógłby tam umieścić jako lepszych od Ivi Lopeza, Carlitosa, Esposito, Guala?) przypada w klubach znacznie więcej innych polskich zawodników, którzy tyle wnoszą i robią takie kariery jak Wachowiak, Szywacz czy Młyński.
Napiszę obrazowo: na 10 Hiszpanów, którzy okazali się w Polsce wartościowymi wzmocnieniami przypada dwóch-trzech (niech będzie czterech) tych, którzy tu okazali się niewypałami. Na 10 polskich zawodników, którzy w naszych warunkach są wartościowymi piłkarzami i wzmocnieniami, przypada tu w klubach kilkakrotnie więcej tych, którzy są takim Talarem, Plewką, Szywaczem czy Niewiadomskim, a którzy skończą jak jakiś Brud czy Kuzera.
Nie zmienia tego inna skala, że po polskich boiskach biega łącznie ponad 400 000 zarejestrowanych polskich piłkarzy, a Hiszpanów do naszego kraju trafiło tylko kilkudziesięciu. Proporcje Panie Kakałko, proporcje.
Nie zmienia tego też to, ilu piłkarzy z jeszcze innych krajów sprawdza się lub nie sprawdza w polskiej lidze i jak na ich tle wypadają proporcje sprawdzających się Hiszpanów. Jakby to prześledzić dogłębniej, w Polsce żadna inna zagraniczna nacja nie miała aż tylu udanych transferów. Jak znasz taką, dawaj.
Hiszpański model szkolenia produkuje znacznie więcej lepiej wyszkolonych zawodników niż polski model szkolenia. Jest wydajniejszy i efektywniejszy. Dostrzeżesz to kiedyś w końcu?
Ta lista nie ma udowadniać, że Hiszpanie z tamtejszych niższych lig są najlepsi na świecie czy więcej warci niż Lewandowski. To ile wart w piku był Lewandowski czy Błaszczykowski niczego tu nie zmienia i nic nie zaoruje. Żaden z Hiszpanów nie musi sięgać równie wysokich kwot transferowych, ani posiadać równie wysokich umiejętności, by być opłacaną inwestycją dla polskich klubów i ogromną wartością dodaną dla ich gry.
Teraz rzekomy wspólny mianownik Hiszpanów "przeciętność"

Prawie żaden z graczy wymienionych na mojej liście w polskich warunkach nie był piłkarzem przeciętnym, tylko robiącym tu różnice na swojej pozycji. To jest ich wspólny mianownik, a nie sprowadzanie do przeciętności w skali świata. Nazywanie przeciętnym przykładowo kilku znajdujących się tam królów strzelców naszej Ekstraklasy ośmiesza jedynie Pana Kakałko, pokazując jaki błędny punkt odniesienia stosuje.
S1meone napisał(a):
|
Hiszpanie, którzy ciężko pracują i zasuwają, mają technikę, motorykę i dynamikę nie przechodzą do Polski, bo grają w Primera. I tyle w temacie.
|
Znów nieprawda. Nazwiska z mojej listy właśnie UDOWADNIAJĄ, jaka to bzdura. Chyba, że uznajemy, iż tacy piłkarze jak na przykład Rodado, Carbo, Ivi Lopez, Badia czy Angulo nie istnieją lub grają w La Liga (Primera Division też już nie istnieje od dawna, co już kiedyś Ci pisałem, ale jak widać kompletnie nie potrafisz uczyć się na własnych błędach i dalej w kółko klepiesz te same dyrdymały jak te o klasie Brody

).
Dalej - twierdzenie, że Hiszpanie nadają się tylko do grania na pianinie czy technicznej gry, a nie do twardej fizycznej walki z rywalami jest kolejnym przekłamaniem rzeczywistości "Pana Kakałko". Przeczą temu choćby takie nazwiska z mojej listy jak Astiz, Fran Velez, Ivan Gonzalez, Carbo, nawet Tachi. W niższych hiszpańskich ligach pełno jest piłkarzy znacznie skuteczniejszych w odbiorze niż taki przykładowy Uryga, a przy tym o niebo szybszych i lepiej wyszkolonych technicznie. Byli sprowadzani również do Polski. Pokazywali to.
Obrona złożona z takich zawodników jak wymienieni powyżej Astiz, Fran Velez, Ivan Gonzalez spisywałaby się gorzej od obrony złożonej z takich zawodników jak Uryga, Łasicki, Szot, Jaroch jedynie w wyobraźni Pana Kakałko, gdzie kilku Hiszpanów w formacji to nadmiar prowadzący niechybnie do katastrofy, a kilku Polaków w formacji to wszystko okej
Paranoja.
Na takich przekłamaniach i teoryjkach Simeonik buduje swoje poglądy i argumentację, co sprawia, że z gruntu staje się ona fałszywa. No cóż, nic nowego.
