|
Teoretycznie młodzi zdolni mogą Wisłę wybrać, żeby w niej się pokazać i odejść do lepszego klubu w Polsce. Albo raczej mogliby, gdybyśmy mieli lepsze struktury, opiekę medyczną i wypłacalność, co razem dawałoby szansę na rozwój.
Dodatkowo nie jesteśmy klubem komfortowym - tzn. wbrew temu, co mówi Królewski, mamy nóż na gardle. Potrzebujemy zbierać punkty, żeby awansować i nie możemy dać młodym grać, żeby sobie grali. Nie mamy scautingu i środków na selekcję zawodników.
Stąd też racjonalnie patrząc, Wisła nie jest szczególnie atrakcyjnym klubem dla młodych, a młodzi nie są szczególnie atrakcyjni dla Wisły jako piłkarze.
Co oczywiście nie znaczy, że nie zdarzają się wyjątki. Nie każdy młody będzie Wachowiakiem, Starzyńskim i Biegańskim, którym - przy okazji - życzę, żeby się wreszcie trochę rozbudzili i pokazali, że są zdolni grać solidnie chociaż na poziomie I ligi.
Sądzę, że dla nas najbezpieczniejszą opcją jest poleganie na sprawdzonych zawodnikach I-ligowych i wyłapywanie okazji o największym prawdopodobieństwie odpalenia (a nie najgłośniejszym nazwisku), starszych i młodszych, z kraju i zagranicy.
Wyobrażam sobie, że tak buduje się skład, który radzi sobie w I lidze, a nawet wyrasta ponad nią i awansuje. Oczywiście nie musi to być skład, który się utrzyma po awansie. Historie beniaminków pokazuja, że na ogół tak nie jest. Zapewne są drogi na skróty i można bez dużych pieniędzy zbudować skład, który awansuje i od razu poradzi sobie w Ekstraklasie, ale ja nie znam się na piłce i ich nie znam. Osoby zarządzające Wisłą także.
|