|
Przedłużanie Brody, Talara podobnie jak wcześniej Łasickiego wielu ludziom kojarzy się z przepalaniem pieniędzy i trudno oceniać to inaczej.
A powierzanie obowiązków dyrektora sportowego osobie, której jedynym atutem jest znajomość języków, to kolejne kuriozum.
Pewnie taniej wyszłoby zatrudnienie tu jakiegoś poligloty.
Za Bashą nie stoją ani świetne kontakty, ani znajomość rynku, ani doświadczenie, ani nic, co liczyłoby się w tej roli. On nic nie może wnieść, bo nic za sobą w tych elementach nie przynosi. Chyba że Królewski ma zamiar teraz ściągać piłkarzy z Albanii, znów wmawiając, że to świetne wskazania mitycznej sztucznej inteligencji tudzież okazje jak Bregu.
Nie zmienia tego ani fakt, że nie mamy pieniędzy na zatrudnienie jakiegoś dyrektora sportowego, który gdziekolwiek miał jakieś sukcesy na tej posadzie, czy miałby głębszą wiedzę o jakimkolwiek rynku, z którego moglibyśmy czerpać, ani to, że na przykład Głowacki czy Pasieczny też żadnego większego doświadczenia jako dyrektorzy sportowi nie mieli zanim zostali nimi w Wiśle.
Pamiętamy jak się kończyły eksperymenty z zatrudnianiem takich ludzi. Np. Fazlagicem.
Królewski strzela na oślep, pewnie tylko dlatego, by kibice mogli na kogoś innego zwalać różnego rodzaju pomyłki transferowe, do których doprowadził swoimi własnymi działaniami i kontraktowaniem zawodników wskazywanych przez algorytmy czy idee, że nie zostawiamy kontuzjowanych na lodzie, nawet największe drewna.
Jaroo1: "okazało się, że gracze co się sprawdzają w Polsce są z 2 ligi hiszpańskiej. Nic w tym odkrywczego nie ma, byłoby dziwne gdyby się nie sprawdzali."
(...)
"Polaków na rynku to mamy do wyboru praktycznie zero w porównaniu do chociażby rynku europejskiego. Ogólnie poziom Polakow jest słabszy niż graczy z zachodu, dlatego logiczne jest że łatwiej znaleźć kogoś na zachodzie, nawet z II-V ligi - zależy od kraju, bo np w Hiszpanii można znaleźć dobrego gracza w niższej lidze"
|