Coraz bardziej bawią mnie te zabiegi Koaliczka próbującego wmawiać, że 56 punktów nie oznacza zdominowania ligi i sprawia, że mistrzostwo przestaje być mistrzostwem.
Np. Nantes wiele lat temu zdobyło mistrzostwo Francji z dorobkiem zaledwie 43 punktów w 34 meczach. Nikt rozsądny nie próbował tam zrobić z tego powodu wstydu i dramatu, oddawać tytuł.
Nie ilość punktów decyduje o tym czy jakiś klub zdominował ligę czy nie, ale przewaga nad rywalami. Wisła tą przewagę miała, wygrywała też w tamtym sezonie w bezpośrednich meczach z Legią, Cracovią, Lechem, Zagłębiem, Polonią, Lechią, Arką, Ruchem, Widzewem, Jagiellonią, Bełchatowem.
Koaliczek nazywa to kompromitacją.

A to były piękne chwile.
Gdy Boukhari strzelał zwycięskiego gola na Kałuży ta Babcia Kasia krzyczała: "o nie, nie, jaki to wstyd i dramat!?" (choć jeśli w rzeczywistości kibicuje Pasom, może faktycznie tak czuł i o wielkim dramacie pisał szczerze).
Gdy Wisła demolowała Legię 4-0 też ględził o braku dominacji?
Wystarczy, szkoda czasu na te jego egzaltacje.
Finalnie praca Holendrów przyniosła Mistrzostwo Polski i podwaliny pod ogromny sukces w Lidze Europejskiej, wraz z dużą grupą świetnych zawodników. Były piękne, pamiętne mecze. oczywiście jak wszędzie zdarzały się też słabsze. Był okres czasu, do którego wielu normalnych kibiców chciałoby dziś wrócić, do tamtego poziomu gry i pozycji w kraju oraz wyników w Europie.
A co do Probierza: jego nieudolności i słabości nie tłumaczy ani Santos ani Sousa, ani nikt inny. Nic nie usprawiedliwia kompromitacji z Austrią, z którą nie przegraliśmy od 30 lat. I stylu tej klęski.
Probierz miał czas i możliwości by coś zmienić, poprawić w grze, w reakcjach i nastawieniu zawodników. Tak poprawił, że z Dawidowicza zrobił drugiego Urygę, a z Piotrowskiego nowego Sapałę.
Nie podobał, okazał się za słaby, by coś trwale zmienić.
Przed laty swoją nieudolnością pogrążył również Wisłę i przyczynił się do odejścia Cupiała.
Tyle w temacie.