krysztal napisał(a):

|
A wiesz Markus zaciekawiłeś mnie i jak już brniesz dalej to okazuje się że wiosną zeszłego roku z Juncą w składzie traciliśmy 1,23 bramki na mecz a bez niego 1,00 na mecz.Więc nieświadomie znalazłeś prawdziwą czarną owcę w tej drużynie.
|
Kryształ dalej próbuje brnąć we wmawianie, że obecność Junki w składzie wiosną ubiegłego roku osłabiała Wisłę w stosunku do gry na tej pozycji takich asów jak Szot czy wcześniej Niewiadomski i Wachowiak, podpierając się średnią straconych bramek.

Oczywiście nie zauważa przy tym innych statystyk takich jak ilość dokładnych podań, dośrodkowań, przerzutów, wygranych pojedynków, współpracy ze skrajnym pomocnikiem, asyst pierwszego i drugiego stopnia, udanych zagrań itd.
Tyle to jest warte.
Jaka to była różnica najlepiej pokazały mecze z ŁKS i Ruchem, gdy go zabrakło, a także wcześniejsze, w których również dzięki świetnej grze Junki na lewej obronie (był za nią powszechnie chwalony) Wisła notowała piękną serię zwycięstw, której nie notowała wcześniej w sezonie, gdy grali tam inni zawodnicy.
Z ciekawości: oczywiście zaliczyłeś obie bramki w meczu z Ruchem do średniej straconych goli przy Junce, choć przy drugiej już go nie było na boisku, prawda?

A pierwszą zawalił wtedy nie on, tylko głównie Szywacz? No ale był na boisku, więc winny i "czarna owca".
A to, że drużyna bohatersko nie straciła gola na przykład w meczu z Chojniczanką, gdy Junka nie grał świadczy oczywiście o wielkości i przewadze Szota oraz oczywiście o tym, że Junka tą "czarną owcą" drużyny jednak był, a nie wspomniany regularnie produkujący błędy Szot, Gruszkowski, czy pod koniec sezonu Łasicki z Colleyem.
Podejrzewam, że gdybyśmy już wtedy musieli oglądać popisy Urygi zamiast Moltenisa byłoby jeszcze zabawniej. No ale Alan "czarną owcą" zapewne nigdy przez Ciebie nie zostałby nazwany, choć w obecnym sezonie za swoją postawę również z pewnością zasługiwałby na nominację do tego miana.