MaLk napisał(a):

|
Nawet po tych paru miesiącach nie zorientowałeś się jeszcze o tym, co twierdzę i co wspieram, a co jedynie krytykuję w Twoich wypowiedziach?
|
Nie no przecież nie wspierałeś podglądu, że znajomość specyfiki polskiej ligi powinna być brana pod uwagę przy wybieraniu go, robiły to krasnoludki lub jest to nadinterpretacja. Możemy się tak bawić
MaLK napisał(a):
Któryś z nich prowadził drużynę w I lidze, sprawdzi się i wygrał awans? Z marszu? Który?
(tak, wiem, już o to byłeś pytany - i znowu udajesz, że tego wątku nigdy nie było)
|
A który z nich został w Fortuna pierwszej lidze zatrudniony?
Każdy z nich sprawdził się w polskich warunkach pomimo ich totalnej wcześniejszej nieznajomości. Pokazuje to, że to nie wcześniejsza znajomość lub nieznajomość ligi warunkują możliwość odniesienia sukcesu przez trenera. Liczy się zawsze to, co trener potrafi i jak sobie radzi z zawodnikami, a nie czy znał jakąś ligę wcześniej. Pomijam już sprawę, że każdy trener w każdym momencie może tą znajomość ligi pogłębić poprzez rozmowę z innymi osobami z klubu, którzy odpowiadają choćby za rozpracowywanie poszczególnych rywali.
Z polskiego podwórka można przywołać jeszcze choćby przykład Gonçalo Feio, który po raz pierwszy został pierwszym trenerem w drugoligowym Motorze Lublin. Zespół z Lublina w dniu przejęcia klubu przez Feio zajmował ostatnie miejsce w ligowej tabeli, w debiucie od razu wygrał z Hutnikiem, a cały sezon zakończył awansem Motoru Lublin do 1 ligi pokonując zespół Stomilu Olsztyn w finale baraży. On również podejmując tam pracę miał taką wiedzę o specyfice tej ligi jaką ma aborygen o fizyce kwantowej, bo nie miał z nią wcześniej najmniejszej styczności. A jest to liga jeszcze bardziej siermiężna niż nasza pierwsza.
Pavlowi Stano brak znajomości specyfiki Fortuna pierwszej ligi, w której nigdy wcześniej nie pracował, też jakoś nie przeszkodził tej wiosny w dobrym punktowaniu z Górnikiem Łęczna.
W żadnej lidze na świecie nie obowiązuje zasada, że może sprawdzić się w niej jedynie ten, kto ją wcześniej znał i był w niej trenerem, lub ona daje mu jakikolwiek przewagę w umiejętnościach trenerskich czy przekłada się na nie. Nawet najbardziej egzotycznej i niecywilizowanej. To, że być może obowiązuje ona w jakimś stopniu w świecie MaLK, świadczy ona jedynie o poczuciu rzeczywistości takiego MaLK. Potwierdzają to przykłady wymienionych przeze mnie trenerów.
Tak wiem, że już to przerabialiśmy, a do Ciebie dalej nie dotarła absurdalność Twojej własnej retoryki, z której niektórzy mają tylko bekę.
MaLK napisał(a):
|
Jeśli do tej spółki zaliczysz Satrusteguiego, Ratona, Omraniego, Goku, Bregu itd. to się nawet zgodzę. Z tym zastrzeżeniem, że - w przeciwieństwie do reszty wymienionych - z Krzyżanowskiego jeszcze da się zrobić piłkarza (choć raczej nie w naszym klubie).
|
Nie mam problemów z zaliczeniem ich również do tej grupy, może poza Goku, który był dużym rozczarowaniem, ale który wniósł na przestrzeni sezonu jakieś konkretne liczby i w paru meczach był przydatny. I mimo, iż dalej uważam, że więcej straconych punktów kosztowały nas w tym sezonie popisy Krzyżanowskiego, Szota czy Urygi. Na dzień dzisiejszy podejście Krzyżanowskiego do wykonywanego przez siebie zawodu i obowiązków nie rokuje, by jakikolwiek trener mógł zrobić z niego sensownego piłkarza, chłopak musiałby się mocno zmienić.
MaLK napisał(a):
|
wygląda na to, że jesteś już na najlepszej drodze do tego, żeby stwierdzić, że od początku byłeś przeciwny zatrudnieniu Rude, Omraniego uważałeś za wielką pomyłkę, a Kiko sam sugerowałeś wyrzucić przed sezonem
|
Jedynie w świecie Twojej wyobraźni i retoryki, z której można mieć niezły ubaw.
