Karherop napisał(a):

Trener Katowic to przede wszystkim pokazał że potrafi prowadzić klub nie pogrążając go w swojej pierwszej rundzie.w.poprzednich klubach.
Tylko tyle i aż tyle.
Co innego mieć człowieka na stanowisku który coś osiągnął i wie jak wyciągnąć maxa z drużyny (Brosz, Moskal, Mamrot, cała zgraja PMS) i wiedząc że poniżej pewnego poziomu nie spadnie, a co innego mianować 3 ligowego analityka i liczyć że kiedyś to zaiskrzy.
|
Znowu populizm.
Trenera Katowic w poprzedniej rundzie kibice zwalniali na trybunach w dość dosadnych słowach. Na wiosnę chłop wykręcił niesamowity wynik i chwała mu za to, ale takie są fakty.
U nas wielu piłkarzy mentalnie nie dojeżdża. Po finale PP dodatkowo kilku uwierzyło że są bogami futbolu, Sobczak opowiadał że powinien grać znacznie wyżej, Colley próbował z metra strzelać piętką... No i frustracja bo nie wychodzi.
Z taką obroną, przy dodatkowym "ogrywaniu" miernot jak Krzyżanowski nie było na co liczyć. Awans wygrywa się obroną.
Mnie szczerze mówiąc wisi czy Rude zostanie czy nie (pytany o to w ostatnich tygodniach nie wyglądał entuzjastycznie), ale to jest problem drugorzędny wobec składu.
Kilka osób wyśmiewało tutaj rozbuchaną kadrę i że "trzeba grać tym co mamy". No więc w obronie graliśmy. Doszedł Satrustegui i pseudotalent Krzyżanowski. Jeżeli w defensywie nie nastąpią drastyczne zmiany jakościowe a piłkarze tacy jak Uryga nie trafią na trybuny to nikt tutaj awansu nie zrobi. Taktyka to nie jest magiczne zaklęcie ukrywające wady i uwypuklające zalety jak to sobie wyobrażasz. Jeśli każde minięcie stopera to koniec i wszyscy o tym wiedzą to mamy bardzo ograniczone pole manewru.
Brosz i Moskal podobno wcale się nie palili żeby objąć Wisłę. Ten pierwszy zaśpiewał podobno kosmiczną sumkę. Ciekawe dlaczego? Czyżby nie byli w stanie uwypuklić zalet Urygi?