MaLk napisał(a):

Igbekeme, którego nieobecność w meczu z Sosnowcem była Twoim zdaniem jakimś wyznacznikiem czegokolwiek w kontekście (nie)możliwości awansu: (...)
Oczywiście możesz dalej robić z logiki kobietę lekkich obyczajów i wierzyć, że jego nieobecność w meczu z Zagłębiem pozbawiła nas awansu, a gdyby wtedy zagrał, to klękajcie narody i drużyna pod jego światłym przewodnictwem na pewno ogarnęłaby presję, ale... w świetle pozostałych wyników taka teoria średnio się broni.
Fakty są takie, że w decydujących meczach okazał się równie wartościowym nabytkiem, co pozostali, co więcej, w 3 meczach na 4 miał swój udział w straconych bramkach.
|
Rozróżniasz Zagłębie od ŁKS, Ruchu, Puszczy czy nie? A może to jest jeden i ten sam zespół? Ten sam przeciwnik, z takimi samymi zawodnikami, grający cały mecz jakościowo i dokładnie tak samo jak w/w?
Dam parę obrazowych przykładów: o tym czy przykładowy Melikson byłby czy nie byłby w stanie pięknie strzelić gola z wolnego z Cracovią miałoby decydować to, czy udało mu się zdobyć gola z wolnego dajmy na to z Podbeskidziem? O tym czy i jak zniesie presję w meczu z Litexem Łowecz i ile udanych zagrań oraz błędów wówczas zaliczy, przesądzały w jakikolwiek sposób inne wcześniejsze mecze, także te nieudane?
O tym czy Szymkowiak, Frankowski, Żurawski byli zawodnikami umiejącym grać pod presją przekonują mecze z Valerengą i Dinamo Tbilisi, gdzie jako zespół koncertowo zawalili aż cztery kluczowe spotkania z nimi, czy może jednak należy pomyśleć i o innych meczach, na przykład z Parmą, Schalke i Lazio? Gdyby stosować Twoją wykładnię, którą pokazujesz względem Igbekeme, patrząc na to jak pokpili sprawę z Norwegami i Gruzinami z pewnością można byłoby powiedzieć, że żaden z nich nie był psychicznie zdolny do uniesienia ciężaru kluczowych meczów.
Podania, zagrania i odbiory Igbekeme dawały Wiśle punkty i zwycięstwa w większości z 12 meczów tamtej wiosny. Wtedy jakoś był zdolny do znoszenia presji i psychicznie gotowy do wygrywania z zespołami pierwszej ligi nawet lepszymi niż Zagłębie. Stanowił ważną część dobrze funkcjonującego mechanizmu, który bez niego działał po prostu znacznie gorzej.
Nie wymagam byś liczył, ile w tamtych również niezwykle ważnych i kluczowych dla sytuacji Wisły meczach miał udanych zagrań, wypadałoby jednak je zauważać oraz docenić rolę, którą pełnił dla zespołu. Na jakiej to podstawie zatem wyrokujesz że gdyby grał i w tym i miałby do nich okazję, nie dałyby tych brakujących punktów również wtedy? Nie skasowałby akcji, po których finalnie sosnowiczanie zdobywali gole? Bo popełnił też błędy z ŁKS, Ruchem i Puszczą?
Jego znaczenie dla drużyny pozostawało wówczas ogromne, dlatego decyzja Sobolewskiego była skandalicznym błędem. A takich decyzji Sobolewski miał wówczas znacznie więcej w końcówce sezonu - kuriozalnych zmian i wyborów personalnych oraz taktycznych mieliśmy w tych nieudanych spotkaniach mnóstwo i wszystkie były wyborami Sobolewskiego, a nie Kiko.