MaLK napisał(a):
Człowiek złośliwy (którym nie jestem) w tym miejscu by napisał, że skoro nie było o tym mowy, to nie było żadnego "zamiast". Później zresztą też nie było żadnego "zamiast" (...)
w ostatnim okienku zawodnicy nijak nie byli opiniowani przez AI (prawdopodobnie robił to Święty Mikołaj, bo przecież nie dyrektor sportowy). A w poprzednim algorytm miał tylko rolę wtórną (miał być post-testem dla kandydatów wybranych tradycyjnie).
|
Fragment wywiadu Królewskiego z Ćwiąkałą sprzed kilku miesięcy, w którym mówi On, że sztuczna inteligencja już od czerwca zaczyna odgrywać istotną rolę w wyszukiwaniu i opiniowaniu poszczególnych zawodników:
https://www.tiktok.com/@tomasz_cwiak...71716420914465
Wisła poszła w tą stronę, a nie w dokładanie Kiko współpracowników. W innym miejscu w programie "Prawda Futbolu" Królewski jasno określił
"Dziś nasz dział zajmujący się analizą danych liczy dwie osoby, a wkrótce zostanie powiększony o kolejnego człowieka. Mam nadzieję, że za rok będzie ich 20 lub 30" .
Pamiętając o ograniczonych możliwościach finansowych klubu można zakładać, że było to działanie "zamiast" dokładania Kiko współpracowników do robienia tego, co Królewski sobie wymyślił, iż będzie robiła teraz za nich sztuczna inteligencja.
Ty oczywiście możesz uważać inaczej i podtrzymywać, że w ostatnim okienku rola Kiko była taka sama jaka była we wcześniejszych okienkach, miał takie same pole manewru oraz możliwość wyboru współpracowników jak na początku i nie było żadnego "zamiast", bo Królewski chciał ładować kasę w to i w to. Ja skwituję to uśmiechem.
MaLK napisał(a):
|
Człowiek złośliwy (którym oczywiście nie jestem) przypomniałby Twoje wpisy z czasów Omraniego, kiedy to uparcie przekonywałeś, że tego typu środki to pikuś bez żadnego znaczenia dla budżetu Wisły.
|
Człowiek rozsądny jedynie parsknąłby śmiechem, czytając tą myśl człowieka złośliwego, próbującą absurdalnie sklejać transfer Omraniego nawet z tym, co działo się podczas pierwszego okienka Kiko w Wiśle jako dyrektora sportowego.
Wydatek na Omraniego w żaden sposób nie wpływał znacząco na budżet Wisły i nie nadwyrężał go, podobnie jak nie nadwyrężałoby go zatrudnienie dodatkowego skauta, gdyby Królewski podjął decyzję o przeznaczeniu na to tych środków. Ale tak długo jak dla klubu priorytetem są wzmocnienia drużyny, a nie sztabu, którego część zadań wedle Królewskiego ma przejmować sztuczna inteligencja, tak długo ograniczone zasoby finansowe, którymi ten klub dysponuje nie są kierowane na tych skautów, bo już ich na nich brakuje (podobnie jak na porządny sztab medyczny i inny wymienione przeze mnie sprawy).
Ten Twój "człowiek złośliwy" jak widać ma ogromne problemy nawet z taką oczywistością.
MaLk napisał(a):
|
Wyjątkowo złośliwy człowiek przywołałby Twoje własne wypowiedzi z tego forum, w którym radośnie używałeś na prawo i lewo (trener/zawodnicy) argumentu o tym, że skoro Kiko kogoś zaopiniował, to musi być dobry kandydat. Rozumiem, że w związku z nagłą potrzebą bronienia innej tezy na tym forum nagle okazuje się, że Kiko właściwie nic nie robił przy transferach od czasu okienka zimowego w poprzednim sezonie
|
Wychodzi na to, że ten "wyjątkowo złośliwy człowiek" byłby dodatkowo wyjątkowo perfidnym i niezbyt inteligentnym manipulatorem, sugerującym, że ktoś kiedykolwiek pisał, iż KAŻDY zaopiniowany przez Kiko zawodnik musi być z założenia strzałem w dziesiątkę czy dobrym kandydatem, który się sprawdzi.
Najważniejsze, że większość była nimi na pewno, również z letniego okienka transferowego: Carbo, Alfaro, Gogół, Baena, Goku, nawet Sobczak okazali się przydatni i wnieśli jakieś liczby. Te letnie transfery przyczyniły się również do zdobycia Pucharu Polski. Nieudanymi ruchami byli Olejarka i mimo ważnego gola w Warszawie Eneko, na pewno również Raton nie był dobrym transferem.
Bilans okien Kiko: pierwsze, gdy miał do dyspozycji największe środki i mógł dobrać sobie swobodnie współpracowników, najlepsze, prawie same trafione transfery poza Benito, ogromnie podniesiona jakość kadry i zespołu Wisły.
Drugie, gdy miał do dyspozycji już mniej środków, a Królewski zamiast inwestować w jego sztab zaczął inwestować w eksperymenty ze sztuczną inteligencją, już gorsze, ale wciąż dostarczyło wartościowych piłkarzy, którzy potem odnieśli historyczny sukces w Pucharze Polski.
Trzecie, gdy pieniędzy było najmniej, a zawodników opiniował i wyszukiwał już algorytm, a także żaden z nich nie przyszedł z hiszpańskich niższych lig, najgorsze.
MaLk napisał(a):
|
Niczego nie ograniczył. To bzdura w świetle tego, co sam JK mówił/pisał o dwóch ostatnich okienkach.
|
Przytoczyłem już to, co Królewski mówił o ostatnich okienkach. Potrzebujesz kolejnych cytatów, by zauważyć, że mamy ewidentnie do czynienia z ograniczeniem zadań i sprawczości "czynnika ludzkiego"? Albo nie wiesz o czym piszesz albo świadomie próbujesz wprowadzać w błąd innych, mówiąc, że żadne istotne zmiany nie nastąpiły i było tak samo jak podczas pierwszego okienka Kiko w Wiśle.
MaLk napisał(a):
|
Jego zadaniem było danie trenerowi zawodników, którzy będą w stanie wywalczyć awans, a nie spalą się w każdym decydującym meczu. (...) Gdyby to był jeden mecz, spoko, można byłoby twierdzić, że to pech, przypadek, zrządzenie losu. Ale oni tak zawalili każdy mecz. Oczywiście przy współudziale Sobolewskiego, jasne. Ale skoro zawodnicy wtopili każdy decydujący mecz, to widać, że - pomimo jakości piłkarskiej - nie byli psychicznie gotowi na wygrywanie tych meczów. Nie da się tego ignorować oceniając dorobek Kiko w sprowadzaniu tych graczy do Wisły. Ktoś może być super zarąbistym technicznie piłkarzem, ale niekoniecznie zdolnym do walki o najwyższe cele.
|
Człowiek złośliwy, którym nie chciałbym być, zapewne mógłby zapytać: jak spalił się lub był psychicznie niezdolny do wygrania meczu z Zagłębiem zawodnik grający w nim na trybunach, bo tak postanowił Sobolewski?
Oczywiście można sobie założyć, bo każdy może myśleć co chce, że Wisła przegrywała ważne mecze (te 12 wygranych pozostałych nie było ważnych, decydujących i rozgrywanych pod presją?

), przez to, że piłkarze byli rzekomo niezdolni psychicznie do ich wygrywania - a nie przez to, że Sobolewski podejmował wtedy najbardziej kretyńskie decyzje, nie przez złą taktykę, fatalne zmiany, dramatyczną organizację stałych fragmentów gry, czy wystawianie ich na egzotycznych dla nich pozycjach, bo jak sam mówił wielkim czy wybitnym taktykiem był. Droga wolna, kłócić się nie będę, szkoda czasu.
Wystarczy zauważyć, że żaden klub nie wygrywa 100% ważnych meczów, albo bardzo nieliczne i nie za każdym razem. Barcelona w tym sezonie też zawaliła wszystkie te, które można byłoby określić jako decydujące. Czy to znaczy, że Lewandowski, Araujo,Ter Stegen i spółka są niezdolni psychicznie do grania o poważną stawkę i wygrywania ligi, czy może problem leżał gdzie indziej?
Na przykład w kilku decyzjach trenera? W spadku formy, złych przygotowaniach? A gdzie tam Wiśle do Barcelony, czy do wielu innych topowych klubów, które też czasem przegrywają w decydujących meczach jak przed rokiem Borussia Dortmund. To pewnie przez to, że ich piłkarze są psychicznie niezdolni do wygrywania, jasne, dyrektor sportowy źle wybrał ich pod tym kątemâŚ

Błędy trenera się nie liczą lub nie są fundamentalnym powodem, błąd popełnił dyrektor sportowy w doborze zawodników.
Gdybym był złośliwy mógłbym pociągnąć ten wątek, ale ponieważ złośliwy być nie chcę, tu się zatrzymam.

Przemyśl sobie swoją opinię.
MaLk napisał(a):
|
Chodzi Ci o tego Igbekeme, którego błąd kosztował nas m.in. porażkę z Ruchem? To spoko, dorabiaj sobie ideologię, że przyczyną porażki była jego nieobecność.
|
Chodzi o tego Igbekeme którego gra w środku pola zapewniała nam mnóstwo ważnych punktów wiosną i był filarem drużyny, tego samego, który potrafił zagrać tak:
https://sport.interia.pl/pilka-nozna...eo,vId,3313230
Chodzi mi o zawodnika, który wówczas miał najwięcej podań progresywnych w zespole, dawał najwięcej dobrych prostopadłych piłek, mimo błędów, które jak każdy popełniał miał też najwięcej skutecznych odbiorów, był najważniejszy w asekuracji i doskoku, którego nie wymuszony brak tragicznie odbił się na jakości gry drugiej linii w meczu z Sosnowcem.
Wmawianie sobie, że nieobecność takiego kluczowego dla postawy drużyny zawodnika nie miała istotnego wpływu na obraz meczu jest zwykłym zakłamywaniem rzeczywistości w dodatku skrajnie nieuczciwym. A nie tylko jego brakowało z Sosnowcem. I nie tylko to było jednym z kluczowych błędów Sobolewskiego.
MaLk napisał(a):
|
Kolejne opowieści z mchu i paproci.
|
Mam wykazać, że Królewski nieraz mówił, iż Sobolewskiego bronią statystyki i jego analizy gry Wisły, a nie Kiko? Ależ proszę, kolejny cytat z rozmowy z Ćwiąkałą:
"Mamy nasz model, który opiera się na analizie czterech lat pierwszej ligi, wszystkich meczów i tym podobne. Porównane wszystkie zespoły. Analizy mówiące nam, w jakim momencie jesteśmy w danej kolejce. Czy jesteśmy na poziomie pierwszych dwóch drużyn. I badaliśmy to cały czas. Dopóki Sobolewski nie spadłby poniżej tej linii na wykresie, no to zwolnienia by nie było"
Stary, jaja sobie robisz nazywając to opowieściami z mchu i paproci?


Ktoś złośliwy mógłby napisać, że już całkowicie pogubiłeś się w próbach zdyskredytowania moich słów. Kiko widząc co wyprawia Sobolewski nie tylko z Tachim, ale i co robił w końcówce rundy wiosennej, mógłby milion razy domagać się zwolnienia Sobola, a Królewski i tak by tego nie zrobił, bo dla niego najważniejsza była opinia jego modelu i algorytmów, o czym zresztą nieraz mówił prawie że wprost. W tej sytuacji Kiko jako lojalny pracownik mógł jedynie wyrażać swoje wsparcie dla trenera, skoro i tak nie mógł go zmienić, a jedyną alternatywą jaką miał było podanie się do dymisji.