Czytam, czytam i się zastanawiam, czy oglądaliśmy ten sam mecz.
Niektórzy zawodzą, jak gdyby Zagłębie gniotło nas cały mecz i wygrało 4:1.
Tak, zremisowaliśmy, ale mecz od początku był toczony w atmosferze polowania na nogi i radosnego (niekompetentnego) sędziowania. Wszystko skończyło się przestrzelonym karnym. Pewnie Sobczak bardzo chciał, aż za bardzo. No i wyszło, jak wyszło.
Najsmutniejsze w sumie to, że już można poczytać, jaki to z Sobczaka gwiazdor i tak dalej, i tak dalej. A jemu po prostu nie wyszedł karny (sam uważam, że nie powinien strzelać, bo Zagłębie to jego były zespół).
Trudno. Gramy dalej. Przynajmniej nie będziemy narzekać na brak emocji.
