Nasz wunderkid Krzyżanowski BYŁ na lewej "obronie". Problem w tym, że najpierw krył na radar, pozwalając na podanie do Kelechukwu bez żadnej walki, a później po prostu stanął i się patrzył. Wyglądało to tak, jakby mu w tej akcji odcięło prąd, no ale miał prawo być zmęczony - wszak na boisku spędził ponad 20 minut!!!!
Widzę tutaj pewne podobieństwo właśnie do wspomnianego Wachowiaka, który też miał ciąg na bramkę, ale w obronie grał jak amator, będąc nominalnie lewym obrońcą. Obecnie kopie się po czole w Stali i tak sam los czeka Krzyżanowskiego, jak nie zdejmie z siebie czapki zajebistości i nie weźmie się solidnie do trenowania podstaw na jego pozycji, czyli GRY W DEFENSYWIE.