Karherop napisał(a):

|
W/w trenerzy wyjaśniają Rude jak powinno się grać w tej lidze aby punktować. Tylko tyle i aż tyle.
|
Dosłownie. Niepokojące jest natomiast to, że Albert chyba nie bardzo rozumie co się dzieje.
Krzyżanowski w momencie straty piłki znajdował się wyżej od Baeny, który tę stratę zrobił. Dlaczego? Bo tak jesteśmy ustawiani przez Rudego, z dominującą lewą stroną w ataku pozycyjnym. Stało się dokładnie to co w meczu z Chrobrym, gdzie zespół przeciwnika po każdym przechwycie szedł szybkim atakiem naszym lewym skrzydłem mając gwarancję, że będzie tam wolna przestrzeń. Pisałem wtedy po meczu, że Rude coś z tym musi zrobić, bo wydawało się, że zauważył problem. Nie wiem czy coś zrobił czy nie, na razie efektu nie widać.
Jeśli ktoś tu zrobił prezent to Baena, który wdał się w idiotyczny drybling 1 na 2 mimo, że miał 2-3 opcje podania - Duda, Carbo, Krzyżanowski, bo zawsze przy rozegraniu staramy się zrobić po lewej przewagę liczebną. Nasz galacticos postanowił się jednak w II tercji zabawić w kiwanie jakby zrobienie tam przewagi dryblingiem cokolwiek dawało. W momencie straty znacznie bliżej do bramki mieli Carbo, Baena, Duda. W momencie kiedy padła bramka Krzyżanowski był 5 metrów przed Baena i jakieś 10 przed Dudą, więc dowalanie się akurat do niego to takie małosprytne szukanie kozła ofiarnego, żeby wybielić popełniającego wciąż te same błędy trenera.
Jeśli ktoś jest winny, to po pierwsze Rude, który ustawia zespół tak, a nie inaczej, nie potrafi zareagować na wynikające z tego konsekwencje i po raz kolejny został przecwelony przez PMS w dokładnie ten sam sposób co w Głogowie. Po drugie Carbo, którego obowiązkiem jest asekurować lewą stronę w momencie straty kiedy lewy obrońca jest bardzo wysoko. Nie wiem po jaką cholerę biegł za zawodnikiem z piłką zamiast zostawić go Colleyowi i od razu schodzić do lewej. W efekcie zabrakło mu te pół kroku, żeby zablokować strzał. Możliwe, że mógł zwyczajnie nie dostać od trenera polecenia asekuracji, bo zaczynam mieć podejrzenia, że Albert niekoniecznie rozumie co dzieje się na boisku. To może być pewnym usprawiedliwieniem dla Marca. Po trzecie Duda i Baena, którzy mieli kilka metrów bliżej, żeby wrócić po stracie, a nie zrobili dosłownie nic. No i wreszcie mamy Krzyżanowskiego, który jest wszystkiemu winny, bo albo trener jest debilem, albo koledzy nie rozumieją, że wysokie granie lewym obrońcą nakłada na nich dodatkową odpowiedzialność i obowiązki.