wolfy napisał(a):

Wiesz dlaczego błędy w obronie inaczej się ocenia niż błędy w ataku? Bo broni się łatwiej. Zawodnicy ofensywni są kilka-kilkanaście razy drożsi niż odpowiednicy w obronie. Absolutnym topem są napastnicy.
Innymi słowy - Polacy okupują teoretycznie najłatwiejsze funkcje (czysto defensywne) i notorycznie dają dupy, zwykle bardzo spektakularnie (jak Krzyżanowski z Chrobrym albo Duda z Podbeskidziem).
|
Zakładając przez chwilę, że to jest prawda, to jak - z punktu widzenia Markusowych teorii narodowościowych - świadczy to o Hiszpanach, którzy przegrali z nimi rywalizację?
Cytat:
|
Jednocześnie, poza Sobczakiem i Jarochem wkład naszych rodaków w ofensywę jest ujemny. Psują wszystko: strzały, podania, dryblingi, dośrodkowania.
|
To jednak jest lekkie nadużycie. Pomijając już poprawkę na to, że ci, którzy grają na obronie nie mają z obiektywnych powodów zbyt wiele szans na zwiększenie tego wkładu (czemu nikt nie wypomina takiemu Colleyowi faktycznie zerowego wkładu w ofensywę?), to patrząc na liczby Szota czy Gogoła wcale nie jest tak źle. Taki Gogół statystycznie (z uwzględnieniem tego, ile przebywa na boisku) bije pod tym względem takiego Carbo na głowę. Oczywiście w tym momencie każdy sobie pomyśli o tym, że Carbo daje drużynie coś zupełnie innego niż liczby. No tak, bo jego zadania są inne. I od razu wracamy do punktu wyjścia - jakie są zadania większości Polaków w składzie, a jakie większości Hiszpanów. I okazuje się, że zadaniem Urygi nie są strzały, podania, dryblingi i dośrodkowania, bo niby dlaczego miałyby być... a w konsekwencji - po cholerę ludzi z obrony rozliczać z takich elementów? Tych wszystkich, których można byłoby z tego rozliczać, może oprócz Dudy, nie ma na boisku - jedni poszli na wypożyczenie (Starzyński, Młyński), inni leczą kontuzje (Gogół), jeszcze inni dopiero wracają po kontuzji (Żyro) albo w ogóle nie łapią się do składu. Zostaje Sobczak, który... nagle się okazało, że daje radę, chociaż nikt na to nie liczył.
No sorry, taką mamy sytuację, że w praktyce nie ma Polaków, których można rozliczać z gry ofensywnej. Poza Sobczakiem (daje radę) i Dudą (nie daje rady - ale jako tako ogarnia cokolwiek w środku i musi grać jako młodzieżowiec). Sapałę pomijam, bo to zupełnie inna kategoria - ja nie wiem czy on w ogóle czuje się jeszcze piłkarzem i czy ktokolwiek w klubie wierzy jeszcze w to, że on może grać w piłkę na zawodowym poziomie. Tyle.
Z drugiej strony, poza Ratonem i ewentualnie Carbo, nie za bardzo mamy też Hiszpanów, których można rozliczać z gry defensywnej. Junca i Stratustegui nie grają. Reszta - jeśli gra - zajmuje się praktycznie tylko grą do przodu, zostawiając defensywnych graczy samych sobie. A i tak z tych wszystkich wymienionych każdy zdążył zaliczyć mniej lub bardziej spektakularną wtopę w defensywie.
Cytat:
I to nie jest tak że nie ma dobrych Polaków w pierwszej lidze. Są. Jest ich dużo. Tylko nie u nas.
Duda i Krzyżanowski na tle młodych Chrobrego, Podbeskidzia, Lechi i kilku innych drużyn wyglądają kompromitująco! To nie są żadne talenty...
|
Akapit wyżej w swojej wypowiedzi narzekasz na takiego Młyńskiego.
A potem patrzymy na tego Młyńskiego i widzimy, że - razem ze Starzyńskim i Fazlagiciem - robi robotę w Łęcznej, która już jest nad nami w tabeli, mimo iż na początku rundy miała stratę. Nie są może gwiazdami, ale też nie odstają od pozostałych.
Jesteś więc pewien, że to polega na tym, że inni mają "dobrych Polaków", a my mamy tych złych? Może my po prostu nie potrafimy z tych, których mamy, wyciągnąć tego, co w nich dobre, a inni potrafią?