|
Ludzie, przecież to z tą frekwencją, to było wałkowane od dawna. Metoda liczenia "opłacalności" organizacji meczu jest naciągana pod tezę o wielce poszkodowanym klubie.
W uproszczeniu wygląda to tak:
- na początku sezonu (i potem rundy) kibice kupują kilka tysięcy karnetów - pieniądze klub dostaje z góry i wydaje na różne rzeczy, które nie mają nic wspólnego z organizacją meczu (obozy przygotowawcze, pensje, zaległe długi i co tam jest potrzebne),
- to samo dzieje się z wszelkimi pieniędzmi od sponsorów, którzy kupują różne skyboxy i inne pakiety biznesowe, networkingowe itp.,
- część pakietów dawana jest wierzycielom w ramach spłaty długów z innych tytułów, czyli kasa za nie w ogóle nie wpływa,
- część wejściówek jest rozdawana różnym zasłużonym osobom czy przeznaczana dla działaczy rywali meczowych, za nie także kasa nie wpływa.
Kiedy rzeczywiście przychodzi do meczu, klub nie ma już żadnej innej kasy na organizację, niż ta, która wpływa z bieżącej sprzedaży biletów (i jakichś elementów reklamowych - ale i to o ile są to sprawy jednorazowe, a nie dłuższe pakiety). Reszta, jak widać powyżej, została już wydana albo nigdy nie wpłynęła w tym konkretnym rachunku.
Co oznacza, że - w świetle takiego liczenia - im większa frekwencja została nabita poza bezpośrednią sprzedażą biletów, tym większa bezpośrednia sprzedaż biletów jest wymagana, żeby w danym momencie pokryć koszty bieżące organizacji meczu, bo trzeba pokryć koszty stałe i koszty przyjęcia tych wszystkich, którzy już nic nie płacą a mają prawo do udziału w meczu, a na sektorach VIP-owskich do dodatkowych świadczeń. I wychodzą coraz większe liczby - niedługo zapewne sięgną ze 20 tys. frekwencji, żeby wyjść na plus.
Oczywiście ekonomicznie jest to liczenie całkowicie nieprawdziwe. Na organizacji meczu Wisła całościowo zarabia, i to całkiem duże pieniądze, nawet uwzględniając haracz dla miasta. Bo w rzeczywistości za udział w meczu płacą i kupujący pojedyncze bilety, i karnetowcy, i sponsorzy, i reklamodawcy, i ci, którzy w ten sposób "umarzają" dług z innych powodów, z czego pieniądze powinny iść na organizację meczu, a dopiero nadwyżka (zysk) na pozostałą działalność.
To, że Wisła nie zarabia albo zarabia za mało na organizacji jest w tym kontekście istotnym przekłamaniem rzeczywistości. Ogólnie - Wisła na tej działalności wychodzi na dużym plusie. To zawsze można sprawdzić w sprawozdaniu, gdzie podane są przychody z biletów i karnetów, zestawić ze znanymi kosztami czy frekwencją itp.
Ale prawdą jest też to, że ponieważ stare piniondzie już dawno wyszły, to w momencie organizowania meczu Wisła żeby w danym cyklu meczowym zamknąć imprezę musi zdobyć gdzieś kasę na całość takiej imprezy, a z kas biletowych spływa tylko ograniczony strumień, który może być mniejszy od potrzeb. Tyle że do takiego liczenia w ogóle nie powinno się mieszać pojęć dotyczących opłacalności meczu czy zarabiania na organizacji meczu, ale tych związanych z zarządzaniem płynnością.
|