Wyświetl pojedynczy post
MaLk
Socios Wisła Kraków
 
Od: 08.2016

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#3005
Stary 24.02.2024, 21:12
Opowiem wam anegdotę statystyczną.

Na początku lat 90-tych w meczach NBA oddawano średnio po 7 rzutów za 3 w meczu. Na początku XXI wieku już 14.Trend był cały czas wzrostowy. Wraz z upowszechnianiem się koszykarskiego Moneyball liczba takich rzutów ciągle wzrastała i wzrastała, ponieważ ludzie kierujący zespołami zauważyli, że skoro skuteczność tego typu rzutów jest mniej więcej stała, to nawet jeśli skuteczność rzutów za 2 punkty jest większa (i również mniej więcej stała), to w przeliczeniu na punkty im więcej będziesz rzucać za 3, tym bardziej liczba potencjalnych zdobytych punktów w meczu rozjeżdża się na korzyść "trójek" w skali meczu. Obecnie w meczach NBA napieprza się zatem po 35 i więcej rzutów za 3 w meczu. Pomińmy przy tym coraz powszechniejsze narzekania, że tego się nie da oglądać, skoro statystyka miała tutaj pomóc w osiągnięciu lepszego rezultatu.

Problem polega na tym, że można było sobie z takich danych wykoncypować, że wystarczy kazać koszykarzom rzucać za trzy jak porąbanym i WYNIK MUSI PRZYJŚĆ, bo to tylko kwestia czasu, skoro statystyki się zgadzają, prędzej czy później to zacznie działać.

No dobra, ale wyobrażacie sobie, że macie w składzie głównie graczy pokroju Shaquille'a O'Neala, dajecie takiemu piłkę do łąpy i mówicie mu "rzucaj za 3!"...? A potem chwalicie się po każdym meczu, że Shaq spróbował w meczu 20 rzutów zza linii, wprawdzie nie trafił żadnego, ale świadczy to o miażdżącej przewadze, dominacji w meczu i tylko wyjątkowy pech skutkujący nieskutecznością spowodował, że drużyna przeciwnika - która w dwukrotnie rzadziej rzucała za 3 (ale za to robili to skrzydłowi) i jak ciemnogród, nie podążając za nowoczesnymi trendami, środkowym kazała rzucać spod kosza za 2 - wygrała ten mecz?

W każdej statystyce zwykle znajduje się haczyk. W NBA było to to, że w ślad za zauważoną statystyką zaczęto więcej stawiać na graczy potrafiących rzucać za 3 i dopiero na tej bazie, stopniowo przesuwać ciężar gry.

A, tak na marginesie, wystarczy jeden ruch (czyli zmiana umownego sposobu punktowania) i cała robota pójdzie się pie*rzyć. Tak jak kiedyś, po wprowadzeniu w piłce nożnej 3 punktów za wygraną wymuszona została zmiana filozofii podejścia do remisu.

Wracając do naszego podwórka - nie mogę się oprzeć wrażeniu, że my (w sensie włodarze klubu) przeciągnęliśmy wajchę w tym sporcie na takie właśnie pojmowanie statystyki, że skoro liczby prób się zgadzają, to zgadzać się muszą też wyniki, ni cholery nie zwracając uwagi ani na to, jakich piłkarzy mamy w składzie, ani na to, jak grają przeciwnicy. Brandzlujemy się tym, że wynik musi przyjść, bo przecież statystyka tak mówi. I tak będziemy się bawić do końca świata i jeszcze jeden dzień dłużej, żeby przypadkiem nie wziąć poprawki na to, że mając tego Shaqa w składzie to jednak lepiej dać mu rzucać spod kosza, gdzie będzie miał skuteczność wyższą niż przeciętny jego odpowiednik, a przy rzutach za 3 drastycznie mniejszą.

Co ciekawe, patrząc na to, jakie zakłady są na nasze mecze u buków mam wrażenie, że tutaj też oszukujemy system, zwykle mając wyższe notowania od przeciwników. Właśnie tym oszukujemy, że bukmacherzy też tworzą swoje systemy w oparciu o statystyki. No bo faktycznie, statystycznie zwykle jest tak, że te xG, strzały, dośrodkowania, posiadania, rozgrywanie itp. pokazują, która drużyna była lepsza. Z jednym jednak, ale dosyć istotnym założeniem - że w normalnych drużynach nie robi się tego dla liczb, ale dla efektu. Że na dośrodkowanie decyduje się zwykle piłkarz, który potrafi jako tako dośrodkować i widzi, że dośrodkowanie ma sens, a nie po to, żeby nabić statystyki, bo ktoś mu powiedział, że statystycznie ma 5% szans na bramkę... U nas jest to głównie sztuka dla sztuki, więc jest jak jest. Ech...
Odpowiedz cytując