Cytat:
Eeeee nie.
Piłkarze widzą to inaczej ze środka. Dla kibiców to może być wstydliwe, wymęczone zwycięstwo na farcie a piłkarze widzą to w ten sposób że to jest ciężko wywalczone zwycięstwo , które udało się osiągnąć bo się nie poddali, bo próbowali do końca. Efekt będzie raczej pozytywny niż negatywny.
Kiedy masz takie zwycięstwa na rozkładzie to pomaga to w kolejnych meczach w których nie idzie. Pamięć o tym, że udało się wcześniej powoduje, że wierzysz że może udać się znowu.
Poza tym, premia za zwycięstwo w 96 minucie jest taka sama jak za gładkie 3-0 . To aspekt o którym nie wolno zapominać. Piłkarze lubią pieniądze.
|
Tak też to można widzieć. Tak powinno być.
Ale tak jak mówię, jeśli efektów pracy nie ma po 1, 2 czy 3 miesiącach, więcej jest fartownych wygranych niż po dobrej grze to nie zaczyna to iść w drugą stronę i jest tracenie wiary w cały projekt i siebie?
Coś jest ogólnie w Wiśle nie tak. Może ten mechanizm, o którym mówię + presja + inne dodatkowe czynniki. U nas wyraźnie powtarzany jest schemat, że na początku to jakoś jest po serii dobrego punktowania lub dobrej/w miarę dobrej gry/farta, dochodzimy do ściany, później nas odcina, wszystko diametralnie się zmienia i od tego momentu już nic nie jest w stanie wyratować Wisły Hyballi, Wuja czy Sobola.
Za Wuja w I lidze zaczęliśmy normalnie, tragedii nie było. Później był blamaż, na poziomie I ligi. Za Sobola seria 7 czy tam 8 zwycięstw, nawet jak połowa była na farcie, robiła wrażenie i powinna dać piłkarzom wiarę w siebie do końca sezonu. Skończyło się tragedią w tamtym i tym sezonie. Za Jopa znowu wszystko się jakby zmieniło samo z siebie.
Dziwne to jest i raczej nie jest to przypadek a już zalezność.