pepe72 napisał(a):

|
Ale tak bardziej poważnie to zapytaj google o frazę "Brighton data driven"
|
Tak bardziej poważnie, to zapytaj google o to, kto jest właścicielem Brighton. Wtedy może zrozumiesz czym różni się sytuacja nasza od sytuacji Brighton.
Cytat:
|
Sumując, tak podoba mi się wizja Królewskiego.
|
Mnie też się podoba. Jako abstrakcyjna koncepcja nie miałbym nic przeciwko temu, żebyśmy byli tym pierwszym, najnowocześniejszym, data-driven klubem w Polsce, a nawet na świecie, grający przy tym atrakcyjną dla kibica krakoską piłkę z wiślackim DNA, legendami, profesjonalistami itp. Mnie też to rajcuje, lubię te klimaty, naprawdę!
Dobra. A teraz zejdźmy na ziemię. Jesteśmy klubem, który formalnie spełnia wszystkie przesłanki, jakie prawo wiąże z obowiązkiem złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości. Nie mamy majątku, mamy kilkudziesięciomilionowy dług, nie mamy sztabu, nie mamy struktur, nie płacimy w terminie, generujemy stratę rocznie na poziomie kilkunastu milionów złotych i jest to stan permanentny. Właściciel ma start-up, który po dziesięciu latach sam wymaga ciągłego dokładania, a jego przychody są mniejsze niż przychody klubu. Żadnego ze współwłaścicieli nie stać na to, aby dokładać do klubu większe pieniędze w dłuższej perspektywie. Dziś-jutro jakiś Iksiński może nie wytrzymać i złożyć wierzycielski wniosek upadłościowy. Nie mamy dostępu do żadnych sensownych pieniędzy z praw medialnych. Nie mamy gwiazd, nie sprzedajemy piłkarzy, plączemy się w środku I ligi, wzmocnień szukamy wśród odpadów z polskich klubów i na IV-ligowych boiskach hiszpańskich, przegrywamy wszystkie kluczowe mecze. Walcząc o awans walczymy o życie.
Zaje*iste okoliczności sprzyjające temu, aby się zaprzeć i wprowadzać idealistyczną wizję, która ma wypalić w bliżej nieokreślonym horyzoncie czasowym, tylko po to, aby udowodnić światu, że jest się wizjonerem.