|
Markusik, znowu jakieś bajdurzenia...
Po latach dominacji za czasów Cupiała i seryjnie zdobywanych tytułów MP oraz z sukcesami na miarę możliwości w europejskich pucharach (kiedy o sukcesy było znacznie trudniej niż dzisiaj, bo już w pierwszych meczach były starcia z czołowymi europejskimi drużynami) z głównie Polskimi trenerami i zawodnikami (nieudane eksperymenty z Petrescu i Liczką) za radą swoich pseudodoradców Cupiał postanowił na rewolucję.
Zatrudnił krętacza menedżerskiego Valckxa i jego pomagiera Maaskanta (z kosmicznym kontraktem), który jak się okazało trenerem nie był o czym świadczy w zasadzie zakończenie kariery po meczach hańby z Podbeskidziem i Cracovią.
Niby było MP, ale zdobyte dzięki formie życia Meliksona i słabości rywali.
Brak nawet 60 pkt i słaby styl.
Po kolejnych dużych transferach pamiętna katastrofa w Nikozji i dość kiepska postawa w lidze. Te dwa ostatnie mecze były idealnym podsumowaniem, że to była zła droga.
Mnóstwo nieudanych transferów, w dodatku znacznie przepłaconych (sam Genkow zarabiał dwa razy więcej od Brożka, a pożytek był z niego marny), brak rozwoju drużyny.
Po ponad roku pracy i wielu transferach nie dało się oglądać tamtej drużyny. Była to drużyna oldbojów, bez ambicji, bez determinacji.
Ten okres zakończył czas Wielkiej Wisły i był główną - pierwszą przyczyną wieloletniego kryzysu trwającego do dnia dzisiejszego.
Po Nikozji pamiętna gorąca noc, w której Basałaj albo Bucałaj jak kto woli zorientował się, że w budżecie będzie brakowało ponad dwadzieścia milionów złotych.
Utrzymanie drużyny było z dwa-trzy razy droższe niż z czasów Skorży - z MP z prawie 80 pkt czy wygrania 5:0 z APOEL-em, tzn. z Beitarem.
Podjęto ryzyko według pamiętnego hasła: Na Lameyu i na Jaliensie na podbój Europy!
Dla przypomnienia Śląsk z Orestem Lenczykiem i Sebastianem Milą w tamtym okresie czasu zdobył więcej punktów niż ta najbogatsza Wisła w historii ze stworzonym Bizancjum Basałaja.
Dwie pozostałe największe kompromitacje boiskowe w XXI wieku, to też domena niezliczonej liczby obcokrajowców:
Sezon spadkowy z prawie dwudziestoma obcokrajowcami w kadrze z wielkim trenerem Czech Adrianem Gulą, bo był tak przedstawiany.
Chciał go Lech, chciała go Legia - wybrał Wisłę.
Do tego dochodzi strasznie napompowany balon na pamiętnej konferencji prasowej z udziałem Dawida i oligarchy Putina z Pcimia.
Miała być walka o puchary.
Nastąpił zagraniczny spadek.
Polaków to było niewielu.
Oczywiście spadek za ostatnią część sezonu był twarzą wujka Jurka i brata Dawida, ale na boisku zawodził przede wszystkim szrot Guli.
Ostatnia kompromitacja to era hiszpańska.
Niby miało być lepiej.
Niby było.
Przyjechała Puszcza.
Bez żadnego Hiszpana, z rodzimym trenerem i w zasadzie z samymi Polakami.
Zgadnijmy, ile było?
4:1.
Dla Puszczy.
Największa hańba w całej historii Wisły.
Po najdroższym spadku w historii.
Polska Puszcza z Tomaszem Tułaczem pokazała gwiazdom z Hiszpanii miejsce w szeregu.
A w Wiśle grał taki Luis Fernandez.
Zarabiał 120 tys. zł.
Mało, który gracz w Ekstraklasie miał taki kontrakt.
Wisła pod względem wydawanych środków na pensje powinna wszystkie mecze wygrywać i to wysoko.
Ale niektórzy będą wmawiać, że Hiszpanie grają za pensję minimalną.
A juniorzy z Polski zarabiają jak gwiazdy w Arabii Saudyjskiej.
Prawda jest zupełnie inna.
Wisła wydaje krocie na Hiszpanów, a ci cały czas zawodzą.
Wisła powinna mieć kilkanaście punktów przewagi w tabeli...
Oczywiście do tego dochodzi okres wielu nieudanych zagranicznych eksperymentów w lidze polskiej - z tym ostatnim z Lecha.
Okres Broma to jedna wielka kompromitacja.
Nie mówiąc o kadencji Fernando Santosa.
Kontrakt kosmiczny i kosmiczne wyniki.
Żaden polski trener by tego nie dokonał:
Porażki na wyjeździe z Czechami, Mołdawią i Albanią.
Największy trenerski szkodnik w historii.
Ostatnio edytowane przez KOALIK : 27.12.2023 o godz. 14:30.
|