Wyświetl pojedynczy post
Markus
Senior Member
 
 
Od: 11.2002
Skąd: Kraków

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#117
Stary 23.12.2023, 15:25
Piknik1906 napisał(a):Wyświetl post
No to ciekawe założenie. Uryga to inna bajka bo dostawał kontrakt w Ekstraklasie i wokół niego miał być budowany zespół. Dlatego pogłoski nawet o milionie rocznie nie dziwią. Ale reszta?

Czy wg Ciebie Villar, Alfaro i Carbo zarabiają mniej niż Młyński, Żyro i Sapała? Inaczej mówiąc czy Młyński, Żyro i Sapała zarabiają ponad 50 tysięcy miesięcznie czyli 600 tysięcy rocznie? Masz jakieś źródło czy tak sobie założyłeś?
W artykułach, które przywołał też Wolfy już dawno temu było mówione, że najwięcej w Wiśle poza Fernandezem dostawali właśnie Uryga, Colley, Żyro, Młyński, Falzagic, Kuvelic, Balta. Kontrakt grubo przekraczający 500 000 zł rocznie dostał według tych źródeł również Sapała.

Były to naprawdę duże pieniądze, niektóre kontrakty podpisywano gdy Wisła grała w Ekstraklasie, później już takich sum nie oferowaliśmy.

Hiszpanie sprowadzeni przez Kiko byli tańsi, o czym też wiele razy mówiono. Gdzieś widziałem informacje, że Carbo dostaje około 250 tyś zł rocznie, co by znaczyło, że zarabia o ponad połowę mniej niż właśnie Sapała czy Żyro.

MaLk napisał(a):Wyświetl post
Oczywiście, że jestem w stanie dopuścić tę myśl. Jak w przypadku - uwaga, niespodzianka - każdego piłkarza, któremu grozi bezrobocie w kraju zamieszkania. Bo widzisz, to działa także na piłkarzy polskich, słowackich, niemieckich czy innych chińskich. Co uparcie pomijasz dokonując jakże częstych porównań Hiszpanów i Polaków. Tak jakby Polak nie mógł stanąć przed takim samym wyborem i zdecydować się na grę za parę tysięcy złotych.

Aha, z jednym zastrzeżeniem. Pieniądze, jakie oferujemy piłkarzowi zagranicznemu w takiej sytuacji muszą być przynajmniej większe od tego, co dany delikwent dostanie w kraju jeśli da sobie spokój z karierą piłkarską i pójdzie choćby za minimalne wynagrodzenie do "normalnej" pracy. Dlatego relacje Hiszpan-Polak nigdy nie będą relacjami 1:1 o o ile Polak w sytuacji podbramkowej zgodzi się na grę za kilka tysięcy złotych, dla Hiszpana atrakcyjne wynagrodzenie, dla którego zdecyduje się zostać w zawodowym sporcie to już jest kilka tysięcy euro.

To elementarne zasady rządzące ludzkimi decyzjami, które próbujecie odwrócić do góry nogami żeby na siłę coś udowodnić.
Uparcie nie widzisz, albo nie chcesz zobaczyć, że piłkarz, któremu grozi bezrobocie w Hiszpanii (gdzie jak zauważył Fra Mat jest ich łącznie około 600 tyś zarejestrowanych, z czego mnóstwo naprawdę dobrze wyszkolonych) zwykle będzie prezentował sobą znacznie więcej niż pierwszoligowy Polak, Czech, Słowak itd. (wyjąwszy Niemcy, Francję czy Włochy), któremu również mogłoby grozić bezrobocie. Dlatego całe to Twoje porównanie niewiele jest warte.

Tu uwaga, kolejna niespodzianka : taki hiszpański piłkarz jak najbardziej może zgodzić się na minimalne pieniądze w Wiśle, bo nawet 5 czy 10 tyś. euro u nas, to ciągle znacznie więcej niż 0 w Hiszpanii, kiedy zostanie bez kontraktu. Więc nie ma tak, iż każdy Hiszpan musi dostać znacznie więcej niż Polak w Wiśle, by chcieć tu grać. W wielu przypadkach oczywiście, ale na pewno nie zawsze.

Ergo: Hiszpan będący wartościową dla Wisły opcją i lepszą od wielu pierwszoligowych Polaków, jak najbardziej w niektórych przypadkach może zgodzić się na grę za ledwie kilka tysięcy złotych. Mówienie inaczej jest fałszowaniem rzeczywistości.

Dochodzi tutaj też to, o czym pisał Wolfy: dla Hiszpana wydobytego z niższych lig praca w Wiśle często jest atrakcyjną szansą na sensowny kontakt i promocję w takim kraju jak nasz, gdzie też po wykazaniu się można zgarnąć znacznie większe pieniądze niż te, na które opiewał ów początkowy kontrakt. Bo w niektórych przypadkach, co Kiko w rozmowach na pewno faktycznie podnosi, Wisła może być też trampoliną do lepszej ligi niż Polska - byli Hiszpanie, których kariera właśnie tak się potoczyła.

Więc gra dla Wisły stanowi dla nich wartościową alternatywę, a czasem szansę uratowania piłkarskiej kariery. I rzeczywiście widzimy to na boisku, gdzie na pewno się nie obijają i im zależy. Carbo w każdym meczu przynajmniej kilka razy kopnięty (czasem ostro od tyłu) ląduje na ziemi, a mimo to nie kwęka, nie cofa nogi, nie unika gry ciałem, nie łapie seryjnie kartek, by szybko zrobić sobie przerwę i odpocząć, tylko ciągle chce grać.

Baena w ostatniej minucie doliczonego czasu gry z Katowicami odbiera piłkę przed własnym polem karnym i zapieprza jak mały samochodzik pod pole karne przeciwnika, by Wisła mogła zdobyć gola! Mało to razy widzieliśmy, jak w adekwatnych okolicznościach polski ligowiec typu Plewki zadowalał się jak najszybszym pozbyciem piłki, złapaniem się ręką za bok i otarciem czoła, by pokazać, że nie ma już siły na nic więcej niż odprowadzenie dalszej akcji wzrokiem?

Gdy Villar w jednym z meczów zostaje posadzony na ławce, wchodzi potem na murawę z taką k....ą, że w jednej z pierwszych akcji ładuje piękną bramkę potężnym strzałem w krótki róg, a minę ma po niej taką, jakby właśnie trafił główną nagrodę w EuroJackpot.

Gdy Rodado doznaje kontuzji, którą większość polskich ligowców tradycyjnie leczyła by kilka miesięcy (wykorzystując okazję na dłuższy odpoczynek), już po tygodniu zgłasza gotowość do gry!

O czym to świadczy? O tym, że im zależy, walczą, chcą tu być i grać, dobrze się tu czują, cenią sobie to miejsce pracy. Czasem jak widać nawet bardziej niż ci, którzy uchodzą za legendy.
Ostatnio edytowane przez Markus : 23.12.2023 o godz. 17:16.
Odpowiedz cytując