Jaroo1 napisał(a):

Na takiej, że jak przez rok nie zagra (już x czasu nie gra) dobrze to po co komu taki szrot?
Junca zagrał kilka super meczów i przepadł. Podniecasz się niespełna 10 meczami chłopa, a nie widzisz kolejnych 15 tragicznych. Dzieje się tak dlatego, że jesteś omamiony tym co hiszpańskie.
|
A to już minął rok od czasu kiedy Junca zagrał ostatni dobry mecz w Wiśle? Na jakim kalendarzu i w jakiej rzeczywistości?
Junca był najlepszym lewym obrońcą Wisły i nawet całej ligi do czasu kontuzji, po której u Sobolewskiego miał problem z dojściem do dawnej formy. Nie masz żadnego argumentu i pewności, że już nigdy tego nie zrobi, na pewno nie jest nim jego wiek. Natomiast Sobolewskiego już nie ma. A może jednak jest, bo mówienie, że go nie ma to jest też ten przejaw rzekomego omamienia Hiszpanami?

Rozumiem, że wykazanie fałszu tezy, iż Hiszpanie ściągani przez Kiko nie mogą wygrywać rywalizacji w obronie z innymi zawodnikami Wisły jest dla Ciebie bolesne, ale już nie przesadzaj.
MaLk napisał(a):

Przypominam, mówimy o drugim poziomie rozgrywkowym na zad*piu światowej piłki. Jeśli komuś się wydaje, że stanowimy wartościową sportową alternatywę dla trzeciego poziomu rozgrywkowego najlepszej lub jednej z dwóch najlepszych lig świata, to żyje w świecie złudzeń. To nie poziomem sportowym, nie fejmem ani nie oczekiwaną przyjemnością z gry możemy stanowić dla nich konkurencję. I tu wchodzi w grę czynnik rzeczywiście mogący skłonić tych piłkarzy do wycieczki w nieznane. Tym czynnikiem są, niespodzianka, lepsze pieniądze.
Okienko na Europę. Tia... z polskiej drugiej (formalnie I) ligi. Skauci całego świata przeczesują te rejony w poszukiwaniu utalentowanych Hiszpanów po przejściach.
|
Zastanawiam się czy jesteś w stanie choć na chwilę dopuścić myśl, że piłkarz, któremu grozi bezrobocie w Hiszpanii może jednak uznać, że nawet bardzo skromna oferta i małe pieniądze z polskiej ligi są lepsze niż brak jakiegokolwiek kontraktu? To dlatego przecież trafili do nas tacy zawodnicy jak Junca czy Villar.
Paradoks, który tak ciężko niektórym zaakceptować polega na tym, że nawet będąc na takim zakręcie kariery pozostają lepszym jakościowo wyborem niż większość innych polskich pierwszoligowców.