MaLk,
W poprzednim poście zadałem konkretne pytania dotyczące tego tematu. Skoro chcesz dyskutować i to merytorycznie, miałeś okazję, no ale Ty zamiast tego chcesz dyskutować o mnie.
Znamienne. Byłoby to może dość zabawne, gdyby nie było w sumie żałosne.
Boisz się, że trener ze sztabem z Hiszpanii wybrany przez Kiko mógłby dać Wiśle znacznie więcej niż jakiś trener z Polski wskazywany przez niektórych kibiców, blogerów czy krajowych menadżerów, że unikasz tamtego tematu? Że więcej można byłoby się spodziewać po tym pierwszym niż po tym drugim?
Ale najlepszy jest ten wątek stosowania innej miary

Napiszę obrazowo: Odkąd to należy stosować tą samą miarę przykładowo do ucznia Harvardu i ucznia liceum czy zwykłej uczelni? Odkąd to, choć jeden i drugi się uczy, ewentualne niepowodzenia i wiedza zdobyta w Harvardzie są tym samym, co niepowodzenia i wiedza zdobyta w liceum czy takiej Wszechnicy Warmińskiej w Lidzbarku?

Pewnie, że wszędzie mogą trafić się tumany, albo osoby, które ostatecznie przegrają (których trzeba się wystrzegać), ale jednak zwykle więcej można wymagać i oczekiwać innego poziomu wiedzy po tych po Harvardzie.
Oczywiście, że trzeba stosować inną miarę do doświadczeń i warsztatu szkoleniowca wyprodukowanego przez zachodni czy właśnie hiszpański system szkoleniowy i tamtejszy poziom piłki, mającego do tego jeszcze rekomendację dyrektora sportowego, a inną miarę do doświadczeń i warsztatu szkoleniowca wyprodukowanego przez polski system szkolenia, który na przykład prawie kompletnie nie potrafi nauczyć piłkarza techniki użytkowej i nie posiadającego tej rekomendacji. Bo cały czas dyskutujemy w kontekście artykułu, z którego wynika, że Kiko w pierwszej kolejności zwrócił się do trenerów z Hiszpanii.
Czy jest on nieomylny? Nie. Czy kierunek ten ma swoje głębokie uzasadnienie? Jak najbardziej tak, i to tak naprawdę bez względu na to, co Karcz napisał lub co sobie wymyślił.
Wisła potrzebuje bowiem trenera, który będzie umiał najlepiej dotrzeć do znajdujących się obecnie w klubie Hiszpanów i maksymalnie wykorzystać. Kogoś, kto to zapewni w największym stopniu.
Jeśli Ty tak prostej sprawy nie ogarniasz, usiłując sprowadzić ją do mojego rzekomego "a bo Kiko powiedział i już" czy "masz bzika na punkcie Hiszpanii", faktycznie dyskusja jest bez sensu.
Kończę, za długie są te posty, Leszek ma rację.