MaLk napisał(a):

|
W sumie z tymi tezami pasujesz do Jarosławowo-Sobolewskiej koncepcji prowadzenia klubu. Oni też postanowili zaklinać rzeczywistość zamiast spróbować w niej się odnaleźć.
|
Nie jest żadnym zaklinaniem rzeczywistości pokazywanie, że wcześniejsza znajomość polskiej pierwszej ligi nie stanowi warunku koniecznego do szybkiej adaptacji jakiegokolwiek trenera czy zawodnika w Polsce i dobrego poukładania drużyny bądź punktowania z nią.
Nic ona nie zapewnia, słaby trener pozostanie słabym, dobremu trenerowi w niczym nie przeszkodzi. "Uczenie się ligi" jak to ujmujesz, w praktyce niż kompletnie tu nie zmienia. Nie rzutuje w żaden sposób na warsztat trenera. Każdy ma własną wizję gry, którą będzie próbował wdrażać.
Oznacza to, że upatrywanie jakiejś przewagi polskich trenerów w tym, że wcześniej mieli styczność z pracą w naszych ligach, jest iluzją i złym postawieniem sprawy, bo zawsze o pożytku z pracy trenera decydować będą inne czynniki.
Przypomnę, że rozmawiamy o trenowaniu Wisły po przerwie zimowej: jakikolwiek trener będzie miał dostatecznie dużo czasu na poznanie zespołu na tyle, by móc skutecznie z nim pracować.
Hiszpania jest dużym rynkiem piłkarskim. Sam zauważasz, że ilość licencji Pro jest tam ogromna. Wielu trenerów jest bezrobotnych, bo nie ma na tyle miejsc pracy w wyższych ligach. Nie znaczy to, że każdy z nich byłby odpowiedni, albo chciałby tu przyjść - na mnóstwo z nich nie będzie nas w ogóle stać - ale osoba Kiko znacznie zwiększa prawdopodobieństwo odszukania i pozyskania właściwego, spełniającego nasze potrzeby oraz umiejącego radzić sobie z piłkarzami jakich mamy i w warunkach bardziej siłowego niż technicznego stylu gry rywali.
W hiszpańskich niższych ligach też są kluby, które stawiają na ostrą walkę i siłowy styl gry bardziej niż na techniczny, do którego te biedniejsze też nie zawsze mają odpowiednich wykonawców. Ci trenerzy ustawiając własne zespoły również sobie z tym radzą, a przynajmniej mają z taką sytuacją styczność.
Carrillo był dobrym trenerem, który odnosił sukcesy nie tylko na Węgrzech ale i w Chorwacji, Kiko też jako trener wypadał znacznie lepiej niż wielu innych szkoleniowców w naszych ligach. W Polsce pracowało już kilku trenerów z Hiszpanii, w większości nie były to złe wybory. Trzeba też zauważyć, że żaden nie miał takiej sytuacji jaką mamy dziś w Wiśle, gdzie drużyna opiera się głównie na hiszpańskich zawodnikach.
Skoro realizujemy taką wizję polityki kadrowej, powinno się robić to całościowo, czyli włącznie ze sztabem trenerskim z Hiszpanii, by uzyskać jak najlepszy efekt. Zatrudnienie hiszpańskiego trenera bardzo by mu sprzyjało.
Jeszcze jedno: nowy ewentualny trener z Hiszpanii w Wiśle będzie mógł korzystać z doświadczeń Kiko, jego znajomości ligi, jej specyfiki itd. - czyli spraw, które podnosisz. Zatem nawet jeśli wcześniej nie miał bladego pojęcia o Polsce i jej ligach, będzie miał bardzo ułatwione zadanie z tego tytułu, pomagające w tym, co nazywasz "uczeniem się ligi". Nie będzie musiał robić tego od zera i sam.
Sezon jest jeszcze do uratowania. Moim zdaniem o wiele prędzej zrobi to hiszpański trener niż ktoś, kto już był w Wiśle i ostatecznie się nie sprawdził, lub jakiś kolejny trenerski Żółtodziób bez doświadczenia. Nie uważam też, by lekarstwem dla Wisły był jakiś kolejny Skowronek czy Niedźwiedź. My musimy ściągnąć trenera, który będzie potrafił dogadać się z Hiszpanami i będzie umiał ich odpowiednio wykorzystać oraz ustawić, bo na nich będziemy bazować w dalszej części sezonu i w walce o awans.