MaLk napisał(a):

Podyskutowałbym, ale mi się nie chce, skoro rżniesz głupa i kiedy dostałeś argumenty na to, że zagraniczni trenerzy muszą się najpierw nauczyć naszych swojskich realiów postanowiłeś w kontrze napisać, że wcale nie, bo długofalowo, po tym jak się już nauczą, to decydują umiejętności.
No oczywiście, że długofalowo tak. Tylko akurat nie tę tezę postawiłeś pod znakiem zapytania, a tę dotyczącą "krótkofalowej" potrzeby dostosowania się.
|
Napisałem jasno, że:
- Każdy trener musi nauczyć się swojego nowego zespołu, polski także.
- Początkowa teoretyczna większa wiedza na temat Wisły i polskiej ligi nie ma żadnego przełożenia na warsztat trenerski i efekty pracy z zespołem.
- Docelowego trenera zatrudnia się patrząc długofalowo, a nie pod kątem najbliższych kilku spotkań i tego czy łatwiej mu będzie w pierwszych dniach czy trudniej.
- Specyfika polskiej ligi, czyli owo zapóźnienie taktyczne i techniczne większości zawodników niczego nie uniemożliwia trenerowi z zachodu. Sprawia tylko, że będzie miał z nimi więcej pracy, ale po to tu trafia. Przykładem Hyballa, któremu udało się zmienić styl Wisły na gegenpressing mimo powyższego zapóźnienia i problemów.
- "Przaśność ligi" i zapóźnienie z kolei większości polskich trenerów sprawia, że prawie żaden z nich nie jest w stanie zaproponować zespołowi wartościowych nowinek taktycznych i wznieść drużynę na dużo wyższy poziom gry w oparciu o nie. Tu masz odpowiedź na to, dlaczego jest tego tak mało nawet w Ekstraklasie.
- Owa nauka ligi, na którą się i Ty powołujesz, to tak naprawdę właśnie tylko dobre poznanie zespołu i rozpoznanie możliwości oraz stylu gry innych drużyn. Dalej, ustawienie własnej drużyny i dobranie odpowiedniej taktyki dla maksymalnego wykorzystania potencjału swoich zawodników. Czyli chleb powszechny każdego trenera w każdej lidze.
doktor granat napisał(a):

|
Piszesz, że nic nie wiesz o Jopie, a potem na podstawie nie wiem czego go skreślasz. Ja też Go nie znam, nie ma doświadczenia w jedynce (każdy kiedyś nie miał i zaczynał), ale k.rwa niechby wreszcie ktoś na Wiślackiej ławce okazał się trenerem, a nie przebierańcem. Tego nam wszystkim życzę już od jutra, już od czwartku.
|
Jopa jako docelowego trenera na dużej skreśla np:
- Brak jakiegokolwiek doświadczenia w pracy z drużyną na tym poziomie
- Niemożliwy do zweryfikowania warsztat, co sprawia, że może okazać się gigantyczną pomyłką.
- Brak jakichkolwiek osiągnięć
- Jako początkujący trener otrzyma zapewne najtańszy możliwy i przez to znów jeden z najsłabszych sztabów do pomocy, oparty na kolejnych polskich "łaciakoodobnych" czy "sobolewskopodobnych" trenerach.
To, że niewiele o nim wiadomo i że na razie kompletnie nigdzie się nie sprawdził stanowi potężny minus, pokazujący jak ryzykowny to byłby ruch.