|
Niesamowita liczba transferów w ostatnich latach, straszny przemiał, niezliczona ilość obcokrajowców, w tym dwa po kilkaset tys. euro za kompletny szrot pokroju Fazlagicia i Kuvejlicia.
Do tego cały zaciąg czechosłowacki, który przyszedł z poważnych klubów pokroju Slavii, Sparty czy Ferencvarosu.
Sam Frydrych kosztował wg transfermarkt.de 800 tys. euro.
Do tego wg zapowiedzi utalentowany trener, którego obserwowała Legia z Lechem.
Latem 2021 r. po pamiętnej konferencji z udziałem Dawida i oligarchy Putina napompowano balonik do granic możliwości.
Pamiętamy jak wysłannik zarządu Kiewicz grzał Twittera z podniecenia.
Puchary to miały być oczywistą oczywistością.
Wydatki były mocne jak na realia Ekstraklasy i w zasadzie Legia z Lechem były na wyższym poziomie.
Potem doszedł Raków.
Zainwestowano dużo, podjęto ryzyko.
Miały być puchary, a nastąpił rodzinny spadek.
Potem kolejna rewolucja - tym razem po hiszpańsku.
Znowu nie wyszło - Puszcza pokazała miejsce w szeregu.
Kolejna ofensywa hiszpańska.
Znowu są problemy.
Liczba transferów była ogromna, rzeczywista jakość, a nie ta teoretyczna zazwyczaj mocno rozczarowująca.
Zawodnicy z potencjałem na gwiazdy Ekstraklasy finalnie spadły z powiększonej ligi.
Przeinwestowano.
A coraz większe problemy finansowe wynikają z konsekwencji fatalnej polityki transferowej, sprowadzania zbyt dużej liczby zwykłego szrotu zagranicznego, ale kosztownego.
Jeżeli po mocnej ofensywie transferowej, która miała skończyć się pucharami nastąpił spadek i brak awansu, to musi to prowadzić za sobą określone problemy.
Wisła cały czas wydaje bardzo dużo jak na realia pierwszej ligi i nic z tego właściwego nie wynika.
A na transferach z ostatnich dwóch-trzech Wisła straciła miliony.
Podobnie jak po erze złodziejstwa holenderskiego.
Ostatnio edytowane przez KOALIK : 10.11.2023 o godz. 00:41.
|