Markus napisał(a):

Nie było żadnej radosnej twórczości Holendrów. Dostali od Cupiała zadanie wzmocnienia i stworzenia w kilka tygodni zespołu po zdobyciu mistrzostwa, który awansuje do LM. Nie oni pierwsi i nie ostatni nie dali rady tego zrobić. Ściągali zawodników, których znali i którzy byli wzmocnieniem, ale drużynie zabrakło kilku minut. Nie mogli korzystać z sieci profesjonalnego skautingu, którego przez wszystkie lata wcześniejszego zaangażowania w Wisłę Cupiał nie stworzył, ani z żadnej Akademii, bo i tego nie mieliśmy. Mogli tylko wydawać otrzymane pieniądze. Zrobili więc to, co w tamtych warunkach było jedynie możliwe.
Tak, mimo porażki o LM tamten sezon jak najbardziej dalej był do uratowania i zbilansowania. Ale Cupiał postanowił się wycofać i zamiast porządnych trenerów zatrudniono najpierw Moskala, a później Pobierza. Wisła w ciągu kilku miesięcy miała trzech szkoleniowców. Wystarczyło tylko na dobrą grę w Lidze Europy, pokazującą że zespół jednak miał potencjał, ale zabrakło cierpliwości. Jak zwykle.
Patrząc z dzisiejszej perspektywy można żałować, że Cupiał postawił na kierunek holenderski zamiast hiszpańskiego. Gdyby wtedy został zatrudniony taki Kiko i dostał pieniądze, które dostali Holendrzy, moglibyśmy mieć lepsze i tańsze transfery. Niestety, tak nie było.
Nie zmienia to faktu, że dziś chyba niemal każdy z nas chciałby, aby wróciła Wisła z tamtego sezonu tak świetnie spisująca się w Lidze Europejskiej i grająca fam na takim poziomie jak wówczas. Chyba wszyscy wolelibyśmy oglądać Meliksona zamiast Dudy czy Sapały, Lameya zamiast Szota, Bitona zamiast Sobczaka, Jaliensa zamiast Colleya, Nuneza zamiast Bashy itd.
Lata 2010 i 2011 to był świetny czas dla Wisły.
|
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że wspominamy coś co było, aż 12-13 lat temu. Na młynie stoją osoby, które mają teraz 15, 16, 17 lat oni na to patrzą jak na jakaś prehistorię i to jest przykre. Lata lecą, żyjemy wspomnieniami, a się nie obejrzymy, a Ci obecni 15-latkowie będą sobie wspominać grę w ekstraklasie jak my teraz grę w pucharach.