|
Naszym największym "statystycznym" problemem pod wodzą Sobolewskiego jest to, że nie potrafimy grać meczów o większą stawkę. W zeszłym sezonie wszystko żarło dobrze do momentu, w którym nie stawaliśmy nagle przed szansą awansu na miejsce biorące. Wyjątkowo szybko, bo już bodajże w okolicach 25 czy 26 kolejki dotarliśmy do tego miejsca. Potem praktycznie co kolejkę była szansa wykonać krok do przodu i na przynajmniej kilka okazji tylko raz(!) potrafiliśmy wykorzystać okazję, żeby sięgnąć miejsca biorącego. Potem to samo w barażu. Statystycznie na ileś tam prób, których nie chce mi się już odkopywać dokładnie ile, więc powiedzmy na oko, że 5, zmarnowaliśmy prawie wszystkie. Czyli w meczach o wszystko jakieś 20% skuteczności.
Jeśli masz trenera, który w meczach o najwyższą stawkę ma podobną skuteczność, musisz liczyć na to, że w ciągu sezonu nabije taką przewagę, że nie zaszkodzą mu wtopy w pojedynczych rywalizacjach.
Średnia Sobolewskiego z pracy w Wiśle, nawet jeśli policzymy mu optymistycznie to 1,82-1,85 (zależnie od metody) za cały obecny okres w Wiśle (wliczając rewelacyjną pierwszą połowę rundy wiosennej) to balansowanie na krawędzi awansu bezpośredniego, czyli w praktyce właśnie skazywanie się na granie meczów o wszystko.
Dopóki Sobolewski nie wyciągnie kolejnej serii, która podciągnie mu średnią i która da szansę na uniknięcie konieczności uzależniania awansu od tego czy uda nam się wygrać jakiś mecz o wszystko, obecne wyniki nijak go nie bronią. Sobolewski musiałby trwale wyciągać średnią w okolicach 1,91 (czyli w pozostałej części sezonu powyżej 2), żeby można było spać w miarę spokojnie.
|