|
Bardzo dziwny mecz. Strzelone sześć goli, a w kościach czuć, że gdyby nie gol na 4-1 to byśmy go zremisowali.
Trudno jest to w ogóle oceniać, bo Znicz to bezdyskusyjnie najgorsza drużyna z jaką w tej G-lidze graliśmy przez te półtora roku. Skra przy nich to solidny ligowiec, co z tego że w ofensywie jako tako to wygląda (ten Japończyk całkiem interesujący) jak w decydującym dla wyniku momencie darują 2 bramki jak Św. Mikołaj, piłka podwórkowa. I jednocześnie pozwoliliśmy takiemu zespołowi robić praktycznie co chce u siebie przez prawie godzinę. Może to był kolejny przejaw geniuszu "trenera", dać rywalowi grać swoje, ale po takim wyniku to już się raczej nie zdarzy. 3/4 ligi będzie się murować, niezależnie czy u siebie czy w delegacji i najgorszym razie wywiezie wyjazdowe 0-0 jak potężny Płock, który dzisiaj u siebie dostał w czajnik od Arki 0-3.
Tak jak już tu pisano, wygraliśmy głównie dzięki indywidualnym umiejętnościom piłkarzy, w szczególności Hiszpanom z ofensywy, bardzo cieszy forma Rodado. Cała reszta - mocno tak se. Colley znowu zaczął wariować, Krzyżanowski o ile wygląda przyzwoicie z przodu to w defensywie dramat, najlepszym przykładem sytuacja z początku drugiej połowy gdzie biegnie z 15m za chłopem, usiłuje go sfaulować i nie potrafi. Musi mieć taryfę ulgową ze względu na wiek, ale nie oszukujmy się że to jest pewna obsada pozycji. Raton, mimo że trochę sytuacji wybronił, irytuje, choćby akcjami takimi jak kiks tuż przed golem na 0-1.
Podsumowując: punkty cieszą, ale nadal kręcimy się na karuzeli.
|