Grisza1 napisał(a):

|
Wisła rzadko kiedy miała wybitnych bramkarzy. Wisła ma być mocna z przodu. Jak stracimy dwie, mamy strzelić trzy. Ot, cała filozofia.
|
Za czasów środkowego Cupiała faktycznie tak było, ale problem jest taki, że my filozofię systemowego olewania pozycji bramkarza kontynuowaliśmy także w tych czasach, gdy już wiadomo było, że mocni z przodu już nie jesteśmy i nie będziemy. Z jednym epizodem.
Kiedy Lis do nas przychodził, był odrzutem z Lecha i, nie bójmy się tego słowa, ogórkiem. Wszyscy pamiętamy kiksy z pierwszych meczów.
Ale potem okazało się, że trafił na krótki okres, w którym mieliśmy prawdziwego trenera bramkarzy. Wkrótce odszedł od nas jako gwiazda za pokaźną sumę (pomijam oczywiście aspekt racjonalności sprzedaży w kierunku tureckim i powiązanej z tym nieściągalności należności).
Odszedł trener bramkarzy, wrócił "trener bramkarzy" i nagle się okazało, że wszyscy bramkarze znowu mają problem z podstawowymi elementami tego fachu.
Oczywiście ja wiem, że wysoce skomplikowane analizy wykonywane w klubie gardzą poszukiwaniem prostych recept i wniosków z tego typu zdarzeń, bo co to za business intelligence, z której wynikało by, że kluczowe jest zatrudnianie profesjonalistów na odpowiednich stanowiskach, jak tu trzeba zrobić wieloczynnikowy model obejmujący algorytm oceny miliona poszczególnych cech składowych, z których... i tak nic nie zostanie po pół roku pracy w naszych uwarunkowaniach.
Innymi słowy - przestańmy się zastanawiać kto jest lepszy, Broda, Raton czy Biegański. Czy ktokolwiek inny, kto do nas przyjdzie. Jakim by nie był bramkarzem, za pół roku nie będzie potrafił wyjść do dośrodkowania, piąstkować ani poprawnie złapać piłki.