|
Od początku dziwiłem się nominacji Ferdka Kiepskiego na trenera reprezentacji Polski.
Ale to wynika z kompleksów, że niby zagraniczniak znaczy lepiej.
Po raz kolejny okazało, że nie.
Santos od początku nas nie szanował.
Dostał kosmiczny kontrakt jak na nasze warunki i co?
Nie przykładał się do pracy, rzadko oglądał mecze, nie interesował się polską piłką, nie interesował go rozwój piłki młodzieżowej, nie stworzył żadnego planu naprawy.
Po kilku miesiącach mylił piłkarzy, nie wiedział na jakich pozycjach grają.
W zasadzie tylko urlopował się.
Potrzebowaliśmy trenera za kosmiczne pieniądze (kilkanaście razy większe od polskich poprzedników), aby przegrywać z Mołdawią i Albanią w kompromitującym stylu.
Santos nas ładnie wydoił za kilkumiesięczne wakacje i jeszcze dostanie odprawę.
Żyć nie umierać.
Jakoś z PMS nie przegrywaliśmy z tego typu drużynami.
Santos w Portugalii był bardzo mocno krytykowany.
Już wtedy było widać, że to trener defensywny, starego typu, który męczył się prowadząc portugalskie gwiazdy światowej piłki.
Dla mnie Santos to ktoś słabszy od ewentualnych rodzimych następców.
Zagraniczniak nie znaczy lepiej.
Wielokrotnie o tym się przekonywaliśmy w Wiśle (w zasadzie zawsze, z największym rozczarowaniem w historii, czyli Holendrami) i po raz kolejny w reprezentacji.
Czas Beenhakkera, zwłaszcza końcówka to dramat, czasy Santosa to ciągły dramat.
Niby Sousa miał jakieś zalążki, ale też nie wyszedł z grupy na ME, a jego ucieczka była skandaliczna, więc to też zmarnowana kadencja.
Tu trzeba odbudować reprezentację.
Po wujku, po Sousie, po przestępcy i po trupie z Portugalii.
To trudne zadanie, ale wykonalne.
|