MaLk napisał(a):

Pomijając oczywiście takie zdarzenia, jak dwa nieuznane samobóje, które okazały się fartownie możliwe do odkręcenia tylko dzięki temu, że VAR-owcom chciało się odwinąć akcję od samego początku, chociaż nikt nawet nie wiedział, że tam mogło być coś nie tak, faul odgwizdany na Ratonie, chociaż niektórzy sędziowie już nam takie bramki uznawali czy zmarnowane przez przeciwnika stuprocentowe okazje z kontry w końcówce, które w zeszłym sezonie zwykle kończyły się utratą bramki. W wyniku czego równie dobrze moglibyśmy mieć dzisiaj tych punktów np. 5.
Każdy widzi co chce widzieć, więc zamiast puszczać wodze wyobraźni "co by było gdyby", skupmy się lepiej na tym, że punktów mamy w tabeli 8, a to jest grubo poniżej oczekiwań. I potrzeb. I na tej podstawie rozliczajmy, bo na koniec sezonu tylko to się będzie liczyć.
|
Przez pecha to można stracić punkty raz czy dwa w sezonie. Jak masz 5 po 5-ciu kolejkach to już nie przypadek.
Myślenie s1mone można streścić do "gdyby tylko Wisła wykorzystała sytuacje a rywale nie". Idąc tą logiką w sezonie spadkowym pechowo nie mieliśmy mistrzostwa. No bo jakbyśmy strzelali i nie robili baboli w obronie...
Oczywiście, prawdą jest że potrzebujemy statystycznie bardzo dużej ilości sytuacji żeby strzelić gola i to od dawna, ale jest na szczęście w sztabie ekspert który czuwa nad tym elementem - Kazimierz Kmiecik. Także możemy spać spokojnie.