BCGorlice napisał(a):

Namnożyło się też teoretyków biznesu jak widzę… (nic osobistego)
|
Nic nie szkodzi, nie muszę tego traktować osobiście. Odpowiem anegdotą z gatunku off-top. W początkach mojej przygody internetowej zdarzało mi się w dyskusjach używać argumentacji z gatunku "co ty tam wiesz o biznesie" albo "czym ty tam w życiu zarządzałeś" i z pozycji kogoś, kto i prowadzi biznes, i zawodowo doradza innym w biznesie w ramach uznanej firmy wiem lepiej. Około dwie dekady temu spotkała mnie w związku z tym historia, że na jakimś forum, w którym wszyscy występowaliśmy pod nickami wrzuciłem do kogoś tekst, że jego argumentacja świadczy o tym, że nie zna się na biznesie, to nie ma prawa działać tak, jak pisze i w praktyce pewnie nigdy nie prowadził nawet kiosku. Oczywiście nie dosłownie, ale jakoś w tych klimatach. Okazało się, że anonimowość była tam w większości pozorowana i część ludzi znała się także z reala, niektórzy jednocześnie znali mnie - nieopierzonego świeżaka w zawodzie i adresata tej wypowiedzi - właściciela dużej firmy na Podlasiu. Oczywiście wspólni znajomi szybko dali mi do zrozumienia jak się wygłupiłem, ja sprawdziłem z kim mam do czynienia i nie powiem, żeby mi było z tego czasu jakoś specjalnie przyjemnie.
Od tego czasu staram się nie nadużywać tego typu argumentacji, przynajmniej dopóki nie dowiem się plus minus jakie ta osoba po drugiej stronie ma rzeczywiste doświadczenia i kompetencje. Wolę się skupić na argumentacji merytorycznej.
No ale generalnie, jeśli chcesz, możemy na privie wymienić się swoimi doświadczeniami i kompetencjami w temacie, Ty mi pokażesz te
kilkadziesiąt a może nawet ponad setki podpisywanych NDA, których podpisywanie prowadziłeś, ja Ci pokażę - zanonimizowane w razie potrzeby, bo w większości obowiązuje mnie w ich zakresie tajemnica zawodowa albo właśnie... zobowiązanie do zachowania poufności - swoje doświadczenia w temacie i wspólnie się zastanowimy czy argument z autorytetu ma tu jakąkolwiek moc sprawczą, a jeśli tak, to w którą stronę

Dla ułatwienia dodam, że na mailu z tylko jednej z firm, w których działam, wyszukiwarka wypluła mi przed chwilą mi jedynie 3039 wiadomości z frazą "NDA" za ostatnie 5 lat i podejrzewam, że większość z nich nie odnosi się jednak do słowa "PANDA"
Cytat:
|
Cały ten wywód jest formalnie prawdziwy tyle, że to mogłaby być treść (słabego) podręcznika z teorii negocjacji, a z praktyką ma to niewiele wspólnego. Praktyką jest to, że jeśli doprowadzasz do sytuacji w której Ty na dany temat (istotny np. z punktu widzenia PR jak w omawianym przypadku) musisz trzymać buzię na kłódkę a druga strona w każdej chwili może wszystko opowiedzieć kompromitując Ciebie publicznie tzn. że jesteś frajerem- teoretykiem a nie poważnym równorzędnym parnerem w negocjacjach. Przy czym ja w tą wersję nie wierzę.
|
Podstawowa teoretyczna i
praktyczna konstrukcja tego typu procesu jest taka, że:
- potencjalny inwestor przekazuje swoje informacje, które chce, aby pozostały poufne,
- potencjalny obiekt inwestycji przekazuje swoje informacje, które chce, aby pozostały poufne,
- w toku negocjacji powstają dodatkowe informacje, które jakichś powodów obie strony uznają za potrzebujące poufności albo jedna strona chce aby były poufne, a druga wprost przeciwnie, chciałaby o nich ogłosić wszem i wobec.
De facto w cywilizowanym procesie negocjacji treści NDA uzgodnienia wymaga jedynie druga część trzeciej kagtegorii informacji, bo potrzeba utrzymania poufności pozostałych jest dla wszystkich oczywista, choć oczywiście twardo negocjuje się także inne elementy treści NDA typu sposób wyróżniania informacji poufnych czy sankcje za naruszenia - ale to akurat pozostaje poza zakresem tej dyskusji.
Istota działania NDA jest natomiast taka: dysponent informacji poufnej chce być dalej jej dysponentem. To znaczy chce utrzymać monopol na prawo do jej utrzymania w poufności bądź wykorzystania we własnym interesie, a obowiązek utrzymania tego w tajemnicy przez drugą stronę ma zabezpieczyć jego interes w tym przedmiocie. Zasadą jest więc to, że jedna strona na dany temat musi trzymać gębę na kłódkę, a właściciel robi ze swoją informacją to, co chce. Kuriozalnym jest zatem założenie, że ktoś przekazujący wyłącznie swoje informacje poufne miałby w tym zakresie z jakiegoś powodu pozbawić się swojego prawa i ograniczyć możliwość dysponowania swoją własną informacją tylko dlatego, żeby zachować tu jakąś wzajemność.
Wracając do tematu - należy sobie odpowiedzieć na pytanie w czyim interesie miałoby pozostawać utrzymanie w tajemnicy tego, że to akurat MADA (czy jakikolwiek inny podmiot) prowadzi negocjacje związane z inwestycją, czyli nazwy.
Niewątpliwie było to w interesie samej MADY - ponieważ prowadziła jednocześnie trzy negocjacje z trzema różnymi klubami. Ale tylko do momentu, w którym bardziej by jej to przeszkadzało niż pomagało. Kiedy jej już pomagało w ramach argumentu "zdecydujcie się, bo jak nie, to mamy dwie inne opcje na stole" od razu poszły oficjalne oświadczenia do prasy itp. A kiedy wybór został dokonany, nie ma to już żadnego wpływu na interes funduszu.
Czy było to w interesie JK? Wprost przeciwnie. W tamtej sytuacji straszliwie potrzebował uwiarygodnienia że prowadzi rozmowy z potencjalnym inwestorem, na dodatek poważnym. Nie miał żadnego interesu w tym, aby utrzymywać to w poufności, przynajmniej do momentu, w którym był przekonany, że potencjalny inwestor faktycznie jest poważny.
Ewentualne odzwierciedlenie tego w treści umowy NDA, zakładając oczywiście, że była sporządzana ad casum, a nie tępo według wzorca, powinna być refleksem podejścia stron. Podkreślmy - o ile była pisana praktycznie pod potrzeby i interesy stron, a nie dlatego, że ktoś uważa, że powinno być po równo, bo zostaniemy frajerami, nawet jeżeli ma się to nijak do uwarunkowań. Ja w swojej praktyce jestem zwolennikiem tego, że umowy mają odpowiadać konkretnym potrzebom, a nie poczuciu misji.