Drozd napisał(a):

Nie biorę. Z prostego powodu. Przez cały okres przygotowawczy toksyczny nie był. Klub przecież wypuścił koszulki z jego mottem. Wszyscy byli w szoku jak z tygodnia na tydzień z bandy zagubionych kopaczy Skowronka zrobił zespól współpracujący ze sobą na boisku, biegający, walczący. Oczywistym jest, że leserom jawił się jako człowiek szalony, ale nikt nie marudził bo trener to trener i trzeba go słuchać. Ktoś kto twierdzi że nie było efektów takiego podejścia zwyczajnie bredzi.
Natomiast jak tylko nadarzyła się okazja, a stworzył ją Błaszczykowski to zaczęło się narzekanie na trenera w mediach, szmaty na płotach, paszkwile w gazetach i sabotaż na boisku. A na koniec cieszynka chłopoka w krótkich gaciach, który ma się za giganta.
Zrobili chłopu taką "reklamę", że w kolejnych klubach kolejni leserzy z niej korzystali. Straszne, Hyballa nazwał grubasa grubasem. Prawdziwie toksyczny.
Główny problem z jego bytnością tutaj to fakt że szybko rozpoznał i zaczął zwalczać przyczyny naszej zapaści. Czyli rodzinną atmosferę i wiślackie DNA.
JAK SIĘ DOSTAJE W ....Ę NA BOISKU TO NIE MA PRAWA BYĆ RODZINNEJ ATMOSFERY.
A wiślackie DNA to rodzinna atmosfera niezależnie od wyników, czyli PATOLOGIA. Dla patoli każdy który chce z patologią skończyć jest toksyczny. Więc przestań mydlić oczy propagandą która nic nie znaczy w porównaniu z patologiczną rzeczywistością która została utrwalona wywaleniem Hyballi. Przez głównego winnego obecnego dramatu czyli JB16.
|
Do przełomu z Hyballą doszło po meczu z Podbeskidziem. Jego magiczna formuła przestawała już działać w meczu z Wisłą Płock, kiedy to Boguski okazał się ratownikiem. Jestem w stanie uwierzyć w to, że gdyby Wisła wygrywała mecz za meczem, nie doszłoby do wybuchu i coraz bardziej pojebanych jazd. Ale nie wygrywała i chorobliwie ambitny Hyballa pokazał pazurki.
JB16 ma wiele wad, ale na pewno nie chciał spadku Wisły, a czymś takim mogłoby się skończyć granie przeciwko Niemcowi, jeśli to sugerujesz. Dlatego męczył się z nim jeszcze przez miesiąc, dopóki Wisła nie zapewniła utrzymania i pożegnał bez żalu. Hyballa nie jest wobec tego bohaterem, który przegrał z mrocznymi siłami trzewiach Wisły i bylejakością, tylko kolejnym z legionu szkoleniowców, którzy nie ogarnęli sytuacji.