wolfy napisał(a):

ALE - i to jest gigantyczne ALE - to nadal są piłkarze o umiejętnościach na topie pierwszej ligi. Po prostu nie jest to samograj w ofensywie. I tu pojawia się zasadniczy problem: Sobolewski i jego przygłupy.
DO CHUJA - przejście z ataku do obrony to nie jest fizyka kwantowa. Stal wczoraj - złożona z tanich odrzutów, przebudowywana na kolanie za grosze niemal od zera - [B]była lepiej ustawiona od nas. Gdziekolwiek nie wystarczy żeby piłkarze bazowali na swoich własnych umiejętnościach i doświadczeniu - leżymy i kwiczymy.
|
Wiele rzeczy, o których piszesz to nie cechy Wisły Sobolewskiego, tylko cechy Wisły w ogóle. Nie sięgam bardzo daleko pamięcią (zacierają mi się szczegóły), ale problemy z ustawieniem w defensywie mieliśmy jeszcze zanim Głowa zakończył karierę. To problem systemowy. Zmieniają się trenerzy i piłkarze, a on pozostaje. Możemy stawiać różne diagnozy, ale to fakt. Jak i momenty "grozy" kiedy po dostaniu gonga, nagle przestajemy bronić i każdy fafrocel wpadający w nasze pole karne, sprawia wrażenie, jakby mógł stać się potencjalną branką.
To nie jest fizyka kwantowa, ale w piłce nożnej takie rzeczy się dzieją. Na Euro 2016 pokazywała to Islandia czy Walia. W Polskich warunkach za relatywnie niewielkie pieniądze dosyć łatwo zbudować coś w rodzaju Stali i bardzo trudno twór w stylu Wisły. Czyli zespół mający inicjatywę, radzący sobie dobrze w ataku pozycyjnym, widowiskowy... To wyższa szkoła i mamy z tym problemy. Przy okazji coś za coś. Stal, która wczoraj utrudniała nam życie, nie istniałaby z podobnie grającym przeciwnikiem, jak ona sama. Ten tani szrot, o którym piszesz nie byłby zdolny do pokazania nawet połowy tego co wczorajsza Wisła. Tylko, że oni tak mogą. Są planktonem bez większych aspiracji i takiego celu jak my. Zresztą jak większość ligi. Spinają się kilka razy w roku, głównie przeciwko nam.