Arkadiusz.Czerepach napisał(a):

|
ciekawsza ta z posta wyzej od kolegi Stelio
|
Dokładnie.
My potrafimy "dominować" jak się nas boją i oddają pole, kiedy ktoś się postawi to nie ma nikogo kto podejmuje walkę.Zaczyna się chowanie za plecy, pozbywanie się piłki i sraka przy stałych fragmentach. Inie ma to nic wspólnego z brakiem sił. Mamy po prostu pop.... w głowach.
Analiza Sobolewskiego straconej bramki na 2:1 to za przeproszeniem majaki...
Zacznę od zabobonu - czemu nie robić zmian przed stałym fragmentem gry? Może obawiają się tego trenerzy, którzy nie mają zorganizowanych takich zmian i zawodnicy, którzy wchodzą, nie wiedzą co mają zrobić. U nas tego jednak nie ma, więc ja się nie obawiam zmian przed stałym fragmentem gry
Powiedział Sobolewski po tym jak po zmianie przed stałym fragmentem jego zorganizowany zespół stracił bramkę. K.... to jest nieprawdopodobne.
Ale to nic w porównaniu z kolejną mądrością.
Kolejna rzecz - choć piłka trafiła w okolice Tachiego [wprowadzonego zawodnika - przyp. red.], to problem był gdzie indziej. Nie przytrzymaliśmy do końca momentu obniżenia całej pierwszej linii, która ma atakować później piłkę i w tym był bardziej problem.- dodał szkoleniowiec.
Przeanalizujmy. Gdzie zdaniem Sobolewskiego był problem. Otóż linia zawodników wyznaczająca linię spalonego za szybko zaczęła zbliżać się do bramki, przez to nie było spalonego. Normalnie strateg, ale jak w takim razie owa linia miałaby atakować piłkę skoro oczekuje od niej żeby w kierunku piłki się nie przesuwała? Dwa wykluczające się oczekiwania w jednym zdaniu. Nic dziwnego, że jest taki chaos. I jeszcze deklaracja konsekwencji w treningu "podskoków leżąc" rok już trenują bo przecież za wuja Sobol odpowiadał za stałe fragmenty i efekty są piorunujące.
3:1 w 90 minucie to dla nas niebezpieczny wynik. Może i wygramy ale tylko wtedy jak Stal oleje sprawę. Jeżeli zaczną walczyć to spokojnie mogą nas walnąć.