To jest niesamowite.
Mamy stabilizację. Tyle, że braku wyciągania wniosków, błędów, problemów i miernoty na ławce trenerskiej. Królewski chciał stabilizacji więc jest. Twarda i mocna jak skała.

Tylko czy o taką chodzi?
Znów zmiany i stałe fragmenty gry prawie odebrały nam punkty. To już jest swego rodzaju sztuka.
Wisła nie ma obecnie gry zespołowej, w ofensywie jest tylko swobodna twórczość i liczenie na przebłyski indywidualności. Hiszpanie górują wyszkoleniem nad polskimi ligowcami, więc czasem zrobią jakąś indywidualną lub dwójkową akcję. I tyle.
W defensywie też nie ma gry zespołowej, nie tylko przy stałych fragmentach gry. Gdzie jest krycie, asekuracja, przesuwanie, odpowiedni doskok, schematy, reagowanie na sytuację na boisku?
Na pewno nie u nas.
Ponieważ nie ma schematów i taktyki, gdy rywal przyciska zaczyna być nerwowo, drużyna cofa się i gubi. Dodatkowo jeszcze czasem dekoncentruje, bo trener nad niczym nie panuje.
Każdy kolejny dzień z Sobolewskim na ławce, to tylko większe szkody i trudniejsza sytuacja Wisły w trakcie sezonu.