Raków doszedł do wniosku, ze nigdzie. No, ale my nie mamy możliwości takiego wyboru. Nawet Lech, który szkoli najlepszych, grał jednym.
To złe postawienie sprawy. Możemy wystawiać młodzieżowców wszędzie tam, gdzie będą porównywalni lepsi od obecnych zawodników podstawowego składu (zostawmy na razie osłabiony bardzo środek pomocy). I tu rodzi się pytanie czy jesteśmy w stanie sprowadzać takich, którzy są tu i teraz porównywalni do Juncy, Goku czy Rodado? Na 99% nie. Poza tym najsłabszymi ogniwami wydają się być (nie rozpatruję jeszcze nowych piłkarzy) Łasicki i Jaroch, ale pewnie i tu nie damy rady ściągnąć nikogo lepszego (chociaż kto wie?). Zostaje bramkarz. Nie chodzi nawet o to, że to mało newralgiczna pozycja, ale o to, że w Polsce produkujemy więcej przyzwoitych bramkarzy niż na przykład ofensywnych zawodników, którzy kosztują mniej niż utalentowani pomocnicy czy napastnicy.