Karherop napisał(a):

|
Po co była ta wrzutka? By wywolac dyskusje. Ja widzę gdzieś granicę po której nie warto ściągać Hiszpanów do trzymania ich na trybunach. Możesz jej nie widzieć i jest to dla mnie abstrakcyjne, ale ok. Pierwszy skład to 11 zawodników. Nawet jak chcesz 10 Hiszpanów w 1 składzie to będziesz mieć max kolejnych 5 na ławce a kolejni już na trybuny.
|
Odpaliłeś dyskusję czy lepszy piłkarz potrafiący i umiejący więcej, czy piłkarz potrafiący i umiejący mniej, ale Polak. Bo do tego to się finalnie sprowadza.
Odpowiedź zarówno dla klubu, jak i wyników oraz grona wielu rozsądnych kibiców jest oczywista. Tymczasem Ty chcesz stawiać jakieś granice w kontraktowaniu piłkarzy lepszych, bo to nie Polacy i uprzywilejowywać gorszych, bo to Polacy z etykietkami talentów, wymyślając jakieś rzekome i fikcyjne parytety, po przekroczeniu których stanie się Armagedon. No ludzie.
Mieliśmy w ostatnich latach skład oparty w większości o Polaków lub nie-Hiszpanów sprowadzonych przez Kiko. Przerabialiśmy to. Trzeba znów przypominać czym się skończyło?
wolfy napisał(a):

@Markus - dzięki że odpisałeś na te manipulacje s1mone. Przeczytałem o Pogonii Ptaka i stwierdziłem że nie, nie mam tyle czasu.
Sugerowanie że Kiko ściąga do Wisły kelnerów z Hiszpańskich plaż a nie zawodowych piłkarzy trzeciego i drugiego poziomu rozgrywkowego (czasami z przeszłością w najwyższym) jest zwyczajnym chamstwem...
|
Mam pewną refleksję Wolfy. Wielu bardzo często i słusznie zauważa, że przekleństwem Wisły jest krótkowzroczność, niestabilność i ciągłe zmiany koncepcji niemalże co okienko, tylko pogrążające klub. Ale patrząc na to, co niektórzy tutaj wypisują, aż chce się powiedzieć:
Czy mogłoby być kiedykolwiek inaczej? Polityka klubu stanowi zawsze odzwierciedlenie myślenia części kibiców.
Projekt hiszpański zaczął się ponad pół roku temu, po przejęciu klubu przez Królewskiego. Już po paru tygodniach zaczęło się kręcenie nosami przez niektórych, że Hiszpanów zaczyna być za dużo, a Polaków za mało. Mimo skoku jakościowego w drużynie, po paru kolejnych tygodniach głosy te się nasiliły. Hiszpanie zaczęli coraz bardziej przeszkadzać. Minęło kolejnych parę tygodni, skończył się sezon przegramy na finiszu głównie przez trenera, krytyka hiszpańskiej Wisły i Kiko znów się wzmocniła. Największym winnym stał się Fernandez, a nie na przykład Szywacz, Duda czy Biegański, którzy razem wzięci dali Wiśle stokroć mniej.
Niektórzy już otwartym tekstem domagają się odejścia od tej obecnej strategii budowy silnej drużyny i powrotu do wielokrotnie skompromitowanej idei stawiania na młodych zdolnych, rzekomo utalentowanych. Po zaledwie pół roku.
Wystarczyło pół roku, by już zapomnieli, czym się ta idea kończyła przez dziesięciolecia i dlaczego Królewski bardzo mądrze wywrócił stolik i postawił na Kiko.
Strategię hiszpańskiej Wisły trzeba rozwijać, kontynuować dłużej niż przez pół roku czy jeden sezon, by mogła dać oczekiwane owoce. A tu już po paru tygodniach mamy tęsknotę za skompromitowanymi rozwiązaniami i oczekiwania nowej rewolucji. Żadnej stabilności, długofalowości, tylko irracjonalna tęsknota za obecnością Polaków w składzie, bez względu na to, co sobą prezentują.
A gdy pokazują, co sobą prezentują, łapanie się za głowy i wołanie o pomoc. Gdy przychodzi ktoś, kto ich odsuwa, po paru tygodniach łapanie się za głowy i krzyczenie, że tak być nie może, za dużo obcokrajowców, trzeba stawiać na Polaków!

I tak w kółko.
Mentalność niektórych kibiców jak widać jest taka, że nawet gdyby Wisła miała w składzie 12-stu Messich, po pół roku pojawiłyby się głosy, że tak dalej być nie może, Argentyńczyków jest stanowczo za dużo, blokują możliwość rozwoju naszym perełkom z Akademii, trzeba zrobić rewolucję, by klub mógł na nich zarabiać i tak dalej.
Ręce czasem opadają.