Obserwator napisał(a):

Widzę, że nawet największa bzdura wystarczająco często powtarzana staje się prawdą objawioną. Ponieważ akurat ta manipulacja jest groźna i może utrudniać komuś innemu ewentualne rozsądne działania w przyszłości pozwolę sobie się nie zgodzić i skomentować.
Przyrównać profesjonalnie przeprowadzoną restrukturyzację, którą ja planowałem w lecie 2022 do âtotalnych cięć kosztówâ przez które âskazani bylibyśmy na spadekâ może wyłącznie osoba nie mająca najmniejszego pojęcia o zarządzaniu kryzysowym, taka która czerpie tą wiedzę z ludowych opowieści i własnych wyobrażeń lub ktoś o bardzo dużej dozie złej woli usiłujący manipulować opinią publiczną.
Restrukturyzacja to takie dostosowanie kosztów i krzywej rozwoju biznesu do posiadanych możliwości, aby w możliwie efektywny i optymalny sposób osiągnąć najlepszy cel nie tracąc płynności, a nie bezmyślne cięcia wszystkiego i wszystkich. Często powiązana z renegocjacją zadłużenia i innymi działaniami finansowymi.
W Wiśle nikt, a już na pewno nie ja, nie planował skrajnie głębokich cięć bo kadry pozasportowe są już bardzo okrojone i miałoby to też fatalny skutek dla wyników sportowych. W Wiśle można było stworzyć budżet samobilansujący się, bądź prawie samobilansujący się bez istotnego naruszenia ostatecznego wyniku sportowego.
Na tym forum od lat pojawia się wiele dyskusji finansowych czy biznesowych. Część szacunków jest zadziwiająco trafna, część kompletnie od czapy. Może zatem dla odmiany garść faktów. Sezon już się skończył więc kilka informacji nikomu już nie zaszkodzi. Spółka miała w lecie prognozę finansową z której wynikał niedobór na co najmniej 12 milionów. Z drugiej strony była nadzieja na zaległe wpływy około 4-6 milionów złotych netto (po kosztach agentów itp.) z wcześniejszych kontraktów. W tej sytuacji w wersji optymistycznej należało szukać oszczędności na 6 milionów, w wersji pesymistycznej na 12 milionów, a w wersji zdroworozsądkowej (którą ja bym wybrał) 8 milionów.
Wisła była wtedy w posiadaniu oferty na Colleyâa na 1,5 miliona złotych. Zawodnik bardzo chciał odejść więc można było dołożyć kolejne oszczędności na zaległych prowizjach czy premiach. Po zejściu z prezentowanych rynkowi nierealnych oczekiwań praktycznie pewne było pozyskanie kolejnych 3 milionów z transferów Gruszkowskiego (reprezentant młodzieżowy ze sporym wtedy zainteresowaniem) i Biegańskiego. Same te operacje generowały 4,5 miliona złotych z transferów i 1,5 miliona oszczędności na budżecie wynagrodzeń. W sumie 6 milionów. Wpływ na wartość sportową drużyny niewielki (jedynie Mikołaj wymagał by zastępstwa). Kolejne pół miliona było do uzyskania z umożliwienia odejść jednemu czy dwóm zawodnikom, którzy niekoniecznie mieściliby się w składzie. Chętni byli. Brakujące 1,5 miliona oszczędności to byłoby jedyne działanie znacząco wpływające na siłę kadry. Należało albo zrezygnować z transferu Rodado lub pozwolić odejść zdeterminowanemu do tego na początku okienka Fernandezowi. W sumie dałoby to 8 milionów oszczędności (wszystkie powyższe liczby są w pewnych zaokrągleniach aby nie zdradzać poufnych liczby z kontraktów).
W ten sposób budżet na pierwszą drużynę i tak pozostawałby najwyższy w lidze i przy założeniu zatrudnienia odpowiedniego sztabu trenerskiego (co najmniej z doświadczeniem w odnoszeniu sukcesów na tym poziomie rozgrywkowym) jestem przekonany, że wynik rundy jesiennej i potem sezonu (po kolejnych ruchach optymalizujących jakość drużyny w zimie) byłby nie gorszy od tego, który ostatecznie Wisła uzyskała. Pisanie o potencjalnym spadku jest piramidalną bzdurą i manipulacją.
Jak wiemy stabilność finansowa spółki nie została uznana za priorytet i moi wspólnicy jednomyślnie wdrożyli inną strategię. Nie zostały dokonane żadne działania mające dostosować koszty do generowanych przychodów. Klub jest dalej w pierwszej lidze przy długach wyższych o 7-8 milionów i ze strukturą kosztów nie pozwalającą na zbilansowanie kolejnego roku finansowego bez rewolucji niszczącej szanse na awans w nadchodzącym sezonie (dziś nie ma już takich nieistotnych dla siły drużyny opcji transferowych jak rok temu). Zadłużenie będzie musiało więc wzrosnąć po raz kolejny. Uważam, że moja koncepcja była bez porównania rozsądniejsza. Być może również nie udałoby się awansować, ale sytuacja finansowa i operacyjna Wisły byłaby niewspółmiernie lepsza.
Dlatego bardzo proszę o nie powielanie kłamstw, że nie było w lecie 2022 rozsądnej alternatywy do tego co się rzeczywiście wydarzyło. Ewentualnie o tym, że planowałem cięcia, które doprowadziłyby do rozkładu firmy i spadku. To bzdury wyssane z palca.
Pozdrawiam,
TJ
PS. Lato 2022 było ostatnim momentem, w którym spółkę bez bardzo dużych nakładów z zewnątrz można było wprowadzić znów na ścieżkę ogólnego wzrostu na której przez chwilę była w latach 2019-2020. Na jesieni było już potrzebne 8 milionów złotych (stąd moja propozycja, że przy takim wkładzie podejmę się ratowania biznesu). Ponieważ żadne działania restrukturyzacyjne nie zostały przeprowadzone to te w przyszłości będą kosztowały wielokrotnie więcej lub będą wielokrotnie bardziej dewastujące dla organizacji.
|
Dziękuję za ten wpis Panie Tomaszu. Czyli skoro jest tak źle i spółka wymaga dofinansowania z zewnątrz, a właściwie to można odczytywać jako ratunku dla klubu, bo bez tego będzie generował coraz większe zadłużenie i ryzykował utratą szans na rywalizację sportową, znów trzeba spytać
dlaczego Pan J. Królewski, odrzucił lekką ręką 100 mln zł na inwestycję, wiarygodnego, podmiotu? Czy leci z nami pilot?! Jaka jest alternatywa
Mamy mgliste zapowiedzi z rozmowy z B. Karczem o rozmowach z innymi inwestorami, ale kto wie czy to realne czy to nie kolejne bajki, aby podkręcić ludzi, a na koniec znajdzie się pretekst żeby rozmowy zerwać, żeby koniecznie zostać w Wiśle i zachować swoich ludzi.