Królewski siedział na kanapie na początku kwietnia i gaworzył sobie o nowym inwestorze.
"Proces nie zakłada rewolucji", czyli miało być tak, że niezależnie czy będzie awans czy nie, znaczących zmian osobowych (poza piłkarzami) prezes nie zakładał

Maksymalnie przeciągał negocjacje, bo liczył, że po awansie, ewentualnego inwestora można będzie odesłać w piz.. Inwestor pewnie nie naciskał mocno na zmiany osobowe w pionie sportowym, bo wtedy była szansa na awans i nie było powodu, by dociskać JK.
Jednak po masakrze niepołomickiej pewnie powiedzieli Królewskiemu, ty możesz zostać, ale przegrywy ze sztabu i parę innych osób z TWA (Towarzystwo Wzajemnej Adoracji) muszą odejść.
No i to zdecydowało o odrzuceniu oferty (sam o tym JK powiedział).
Nie wiadomo, kim naprawdę są ludzie chcący przejąć Wisłę (choć niedługo przekonamy się co w Gdańsku piszczy

), ale prezes zapewniał, że wynajął "światową"kancelarię i wszystko jest sprawdzone.
Wszystko było sprawdzone, ale inwestor się zbiesił i zapragnął zmian w dziale sportowym. Co za chamstwo.