Wyświetl pojedynczy post
wierność83
Senior Member
 
Od: 11.2018

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#1250
Stary 04.07.2023, 12:44
Krótka odpowiedź: możesz zarabiać, a klub wcale nie musi być na plusie.

Dłuższy wywód, w tym co jeszcze myślę o MADA:

Dlatego ja uważam, że bez komponentu romantycznego, choćby małego, nie będzie sukcesu w piłce. Przy czym romantyzm w rozumieniu nie patrzenia jedynie lub w pierwszej kolejności tylko na zysk. Tak jak jest z funduszami w top klubach. Tam już stopa zwrotu nie ma znaczenia, bo wyżej niż Premier League i tak nie wyjdą finansowo. Liczy się zatem jakaś świadomość posiadania klubu jak luksusowego samochodu, zegarka, pasja, emocje, gwiazdy itp. I cały klucz polega, aby znaleźć dla Wisły taki podmiot czy to zagraniczny czy polski, który dostrzeże w tym projekcie coś więcej - może społeczność, może szanse odbudowy wielkiego klubu, może element rywalizacji i dojścia na top, emocji gry w pucharach, rywalizacji o MP, co w innych ligach kosztowałoby 10x tyle. Ale oczywiście zarobek, zwrot u nas też będzie ważny lub wciąż najważniejszy. Pytanie o proporcje. Od zwrotu z inwestycji w Polsce nie uciekniemy.

I teraz taka MADA, patrząc co się dzieje, te proporcje ma pewnie coś w stylu 100:0, nie liczy się praktycznie nic poza zwrotem z inwestycji. Chcą mieć klub w Polsce i koniec, nieważne jaki, ważne, aby było duże miasto, stadion i pełna decyzyjność itp.

I teraz pytanie o model jak taki zwrot ma nastąpić, opcji jest pewnie kilka.
- funkcjonowanie w pewnym ekosystemie znajomości, menagerów, agentów, agencji, dyrektorów sportowych, nawet nie chodzi o jakąś szajkę tylko po prostu wykorzystwanie swoich relacji jak to w piłce działa, sprowadzanie np. 3-4 sortu jugoli czy zawodników z Ameryki Płd. i sprzedaż dalej, coś zostaje dla klubu, wpadają prowizje, biznes się kręci, zarabiamy (klub mniej)
- sprzedaż klubu za X lat z zyskiem (moim zdaniem są za bardzo "napaleni" na jakiś bardzo długofalowy scenariusz)
co nie znaczy, że klub zbankrutuje, padnie, zrobią mu krzywdę.. nie mogą tego zrobić, muszą trzymać pewien poziom sportowy, aby zarabiać na transferach.

Generalnie polska jest chłonnym rynkiem, mało konkurencyjnym. Tu najbogatszy klub, z rekordowymi zyskami, grający w QF ligi konferencji, robi wielkie wydarzenie z transferu za 1.8 mln EUR (kontuzjowanego gracza!). Tu przychodzi klub z Austrii i lekko wyciąga przeciętnego zawodnika za 2.5 mln EUR. U nas się operuje śmiesznymi pieniędzmi. Wystarczy, że znajdzie się bogatszy właściciel i już wydając, stosunkowo niewiele będzie w stanie rywalizować np. o puchary i promować później zawodników. Nie znaczy to, że klub będzie na plusie, ale Ty zyskasz okno/platformę dla swojego modelu.

Jest też opcja, że będą działać na zasadzie typowego funduszu, który zainwestuje w startup, tym razem sportowy. Czyli mądre zarządzanie, transfer pieniędzy, powolne wyprowadzanie klubu na prostą, aby w przyszłości na tym zarobić. Może widzą tu potencjał, w tej lidze ku temu, może wiedzą, mają know-how jak to robić. Mało realny taki książkowy scenariusz moim zdaniem. Wtedy raczej odpuściliby Lechię, w której jest taki bajzel.
Ostatnio edytowane przez wierność83 : 04.07.2023 o godz. 12:51.
Odpowiedz cytując