|
Mam mocno mieszane uczucia. Z jednej strony w końcu jest poczucie jakiejś długofalowej misji i stabilizacji. Nie ma nerwowych ruchów i kolejnej rewolucji, której nikt nie chce, ale mimowolnie, w przypływie emocji, każdy z nas się jej domaga. Gorzej tylko, że odbywa się to z Sobolem za sterami. Wiadomo, że każdy kibic Wisły go szanuje, ale mam ogromne wątpliwości, czy on jest w stanie to wszystko dźwignąć. Jak przejął drużynę po Brzęczku, to zaczęliśmy strzelać bramki, ale punktów i tak nie było. Nasza obrona, to przez cały ten czas jest katastrofa, plus po odejściu Kowala do Rakowa zjazd formy Biegańskiego jest po prostu koszmarny.
Wiosna oczywiście lepsza, ale to wszystko dzięki wzmocnieniom... które potem jednak wybuchły mu w twarz. Wystawianie Tachiego czy Cisse, albo Muli na boku na Sosnowiec kiedy wcześniej Szot zagrał mecz życia, to jest przecież jasny sygnał do nie- hiszpańskich piłkarzy Wisły i wychowanków - nieważne jak gracie, pierwszy plac jest zarezerwowany dla piłkarzy od Kiko. Potem widzieliśmy, że Radek dawał się rozgrywać jak amator bardziej doświadczonym trenerom, którzy wiedzieli, że nie potrafi on oddzielić emocji od pracy.
No nic. Que sera, sera. Mam nadzieję, że Radek mocno się pochylił nad sobą i swoim podejściem do pracy, wyciągnął wnioski i będzie umiał porażki przekuć w sukcesy. W ogólnym rozrachunku cieszę się, że zostaje, bo zasłużył na drugą szansę i wierzę (jak to kibic) że odpłaci wynikami za zaufanie.
|