|
Nic nie ujmując Fernandezowi z umiejętności, po prostu nie mam za bardzo ochoty oglądać go w kolejnym sezonie.
W poprzednim sezonie miał nam pomóc w utrzymaniu - zachował się tak, że w decydujących meczach nie było go na boisku.
W tym sezonie miał nam pomóc w awansie - grał tak, jakby w decydujących meczach nie było go na boisku.
Wiadomo, miał mecze, kiedy jednoosobowo ciągnął ten wózek. Wiadomo, cała drużyna zawaliła. Wiadomo, nawet się ogarnął i przestałem się martwić o to, że zaraz znowu dostanie jakieś czerwo i dyskwalifikację. Ale uwzględniając pieniądze jakie dostawał, wolałbym na tym miejscu widzieć kogoś, co do którego nie wisi mi ciągle w głowie, że jak przyjdzie rozgrywać ten jeden najważniejszy mecz, to będzie z niego żaden pożytek.
W sumie na ten moment podobne zdanie mam o trenerze Sobolewskim. Długo go broniłem, bo - tak jak z Fernandezem - w meczach bez presji było super, czasem po prostu nie miał z czego rzeźbić ze względu na ubogą kadrę. Ale w meczach o wszystko jakby na ławce siedziała teściowa Smudy, a nie trener. A kadrę do dyspozycji na koniec miał przewyższającą wszystko to, co mieli rywale.
Do dzisiaj mam w głowie Dudę broniącego w polu karnym przy rożnych przeciwko Puszczy. Z zewnątrz to pewnie wyglądałoby na klasyczny sabotaż w stylu "nie chcemy awansować."
|