tedyy napisał(a):

|
Przyszedł Hyballa i z marszu były wyniki gdy inni się bali .Wiem ,wiem to był Hyballa
|
A potem był Hyballa i wyników nie było.
Zawsze w takich sytuacjach jest pytanie o to, ile naprawdę dał dany trener - obojętne Hyballa, Skowronek czy inny Sobolewski - który najpierw ma dobrą serię, a potem wszystko się zaczyna psuć. Czasem po prostu to jest tylko ten moment, w którym inni są zaskoczeni czymś nieznanym. Tym, że za Hyballi wszyscy zapieprzają jak porąbani, tym że wchodzi kilku nowych Hiszpanów, których nikt nigdy wcześniej nie widział, tym, że drużynę prowadzi gwiazda BVB.
Potem wszystko wraca do szarej rzeczywistości, bo okazuje się, że wszyscy się już nauczyli tego stylu gry czy tego piłkarza i najzwyczajniej w świecie wiedzą już jak się ustawić do takiej gry, a trener nie potrafi tej gry zmienić i dalej uparcie próbuje tego samego zdziwiony tym, że przecież działało a teraz nie działa.
Ta nasza przaśna liga uczy czasem pokory - Polska Myśl Szkoleniowa jest przaśna, tępa i sto lat za Murzynami, ale co jak co, ale w destrukcji jest niezła. Tu się komuś wejdzie pięć razy w nogi, tam się ustawi autobus, gdzieś się zaora boisko, gdzie indziej wystawi koszykarzy na stałe fragmenty gry.
Oczywiście można się dopatrywać w tym podstępnych piłkarzy, którym się nie chce utrzymać tego, co kiedyś działało (jak wielokrotnie na tym forum), bo kibice też nie potrafią sobie inaczej wytłumaczyć tego, że kiedyś działało, a teraz już nie działa. Ale trudno nie zwrócić uwagi na to, że polskie ligi wielokrotnie negatywnie weryfikowały już trenerów, którym najpierw żarło, a potem przestało. Oraz piłkarzy, którzy nie potrafią wytrzymać siłowego grania albo bycia koszonym równo z trawą nie przez miesiąc, tylko na okrągło.
Strach jest fajny, ale krótkoterminowy. Przeciwnicy boją się tak naprawdę do momentu, w którym ktoś pokaże, że zna receptę na dany styl gry, że nie taki diabeł straszny. Przestali się bać futbolu na tak, tiki-taki, gegenpressingu - czemu nie mieliby przestać się bać nas? Może gdybyśmy mieli piłkarzy przewyższających innych o głowę samą jakością jak za szczytowego Kasperczaka albo jak ManC teraz, to taki strach by mógł trwać dłużej. Ale nie mamy. Nie ma co opierać swojej wiary w powodzenia na tym, że będą się nas bać.