|
Z jednej strony teorie na podstawie szczątkowych informacji są zawsze bardziej bajkopisarstwem niż mniej lub więcej trafioną dedukcją.
Z drugiej, można by ich było uniknąć w bardzo prosty sposób, tzn. uściślając, mógłby ich uniknąć Jaro. Tym sposobem jest tam dadadam *werble*:
NIE SKŁADANIE OBIETNIC BEZ POKRYCIA, SZCZEGÓLNIE GRUPIE TAK SPRAGNIONEJ JAKIEJŚ FINFANSOWEJ NORMALNOŚCI I SUKCESÓW JAK KIBICE WISŁY KRAKÓW
Tylko tyle i aż tyle, gadanina o inwestorze, o deadlineach, o stawianiu pieniędzy na to czy się uda czy nie, przesuwanie tych deadlinów w nieskończocność żeby potem w ogóle uciąć temat tesktem "dowiecie się po sezonie" to PROSZENIE SIĘ o snucie domysłów. Taka jest ludzka natura i to całkiem normalne.
A jak już o snuciu domysłów mowa, to można się oprzeć na brzytwie ockhama i małej analogii.
Załóżmy, że szef w pracy obiecuje Wam podwyżkę, wskazuje Wam orientacyjny termin, zaznaczając, że jeszcze musi ostatnie szczególy co do kwoty skonsultować z zarządem, ale generalnie to tego 14.04 kwietnia sie możemy na 99% spodizewać, że sie już czegoś dowiemy. Termin nadchodzi, szef zaczyna robić uniki podając inne terminy, by w końcu rzucić Wam tekstem, że podwyżka dalej jest realna, ale jednak musicie poczekać do nowego kwartału.
Pierwsze rzeczy i najbardziej prawdopodobne wyjaśnienia takiego stanu rzeczy jakie przychodzą Wam do głowy? Bo mi tak:
1. Zarząd na podwyżkę się jednak nie zgodził, więc szef stara się Ciebie zbyć po obietnicy która nie odpaliła, nie mówiąc Ci o tym wprost.
2. Temat podwyżki w ogóle nie był grany, szefu chciał zwiększyc Twoją produktywność i mobilizację do bracy bez kosztów na krótką metę do osiągnięcia lepszych wyników i swoich własnych korzyści.
3. Faktycznie mówił prawdę i po prostu aktualnie na podwyżkę siana nie ma, ale ten nowy kwartał jest realnym terminem.
Więc takie 3 opcje są imo najbardziej prawdodpodobne w tej całej sadze z inwestorem,
|