sandomingo napisał(a):

@Kurz,
Wszystko to, co napisałeś powyżej potwierdza zarzuty w stosunku do trenera.
Ale skupmy się na ostatnim akapicie - bo sytuacja mocno przypomina tą, sprzed meczu z Puszczą czy Ruchem.
Zwykły kibic z dużą dozą prawdopodobieństwa może stwierdzić co będzie usiłowała zrobić Termalika....
Czy Trener ma na to jakiś pomysł - odmienny od "gramy swoje"?
Czy nie po to jest, żeby próbować w najlepszy sposób zatuszować nasze braki i do maksimum wykorzystać tych, których ma w kadrze? Bo ja takich starań absolutnie nie widzę.
|
Nie za bardzo. Żaden trener,
którego mogliśmy zatrudnić po zwolnieniu Brzęczka nie wywalczyłby awansu bez transferów, których dokonaliśmy zimą. To oczywiście teza niesprawdzalna, bo żeby ją udowodnić musielibyśmy mieć całą masę równoległych wszechświatów, w których w Wiśle pracują w tych samych warunkach różni szkoleniowcy. Zostawmy to, bo wchodzimy na tereny zahaczające o fizykę kwantową

.
Większość trenerów pracujących w Polskich klubach to może kilka procent sukcesu, większość reprezentuje bardzo zbliżony poziom (ci, którzy robią większą różnicę mają lepsze opcje). Sobol jest jednym ze "średniaków". Równie dobrze mogliśmy nie zwalniać Brzęczka (oczywiście dobrze, ze to zrobiliśmy, choć powody są pozasportowe) i osiągnąć mniej więcej to samo. Przyznawanie tego, nie jest w żaden sposób obciążające dla Radka, to tylko trzeźwe spojrzenie na rzeczywistość, bez mitologizowania roli trenera.
Idąc tym torem, im więcej zawodników, których pozyskaliśmy jest poza grą, tym większe problemy. To dzieje się na naszych oczach. Bez Muli i Juncy wiele tracimy i jest to wyrwa nie do załatania, co wynika z twojej tezy, że przerastają ligę o kilka długości. Bo dotyczy ona również potencjalnych zmienników, którzy mówiąc delikatnie nie wybijają się na tle rywali z innych klubów. Brak odpowiedniej kadry nie jest winą Sobola, to sytuacja zastana i suma wszystkich naszych błędów z przeszłości.
Nie jest również winą Sobola, że zawaliliśmy pod każdym względem poprzednią rundę i teraz, żeby awansować bezpośrednio musimy osiągnąć wynik punktowy wykraczający bardzo poza dokonania jakiegokolwiek trenera w Wiśle z ostatnich trzech czy czterech lat. Co więcej to ciągle jest możliwe, chociaż mało, jeśli do gry nie wrócą nasi kluczowi piłkarze.
Dochodzimy do Termaliki. Liczbę opcji na ten mecz ogranicza sytuacja. Nie ma co ukrywać, to my jesteśmy na musiku, a nie Termalika. Musimy ten mecz wygrać, za wszelką cenę, a to oznacza podejmowanie większego ryzyka. I oni o tym wiedzą. Nie muszą nawet za bardzo kombinować.
Inną kwestią ograniczającą liczbę opcji jest kadra i wizja klubu dotycząca naszej gry. Budujemy ją w oparciu o zawodników technicznych, którzy przynajmniej na papierze nadają się do mitycznej "Krakowskiej piłki". Niestety, ograniczone finanse i atrakcyjność klubu sprawiają, że piłkarze ci mają deficyty. I większość z nich (w tym Mula, Villar czy Fernandez) wygląda lepiej z piłką niż bez niej. To wymusza sposób gry. Niestety, musimy zawsze być pod tym względem maksymalnie aktywni, bo kiedy przestajemy (widać to było nawet w wygranych meczach) tracimy kontrolę nad wydarzeniami boiskowymi. Tak to już jest, że są zawodnicy pokroju Radka Sobolewskiego i Sebastiana Mili. Jedni nie są w stanie zastąpić tych drugich. My, oczywiście z zachowaniem wszelkich proporcji, mamy głównie Sebków, co wyklucza wiele rozwiązań taktycznych, szczególnie, jeśli dodatkowo, przez całą rundę musimy działać w trybie "pościgu".