|
To od początku były bardziej personalne rozterki niż świadczące o inwestorze. Ten jest wiarygodny.
Ale tu też nic JK nie ukrywał i mówi otwarcie choćby w Gazecie Krakowskiej czy na TT ("inwestor chce, abym prezesował, nawet za długo") - ciężko zaakceptować mu rolę prezesa na kontrakcie, po tym jak ma swoją firmę, tu był właścicielem itp. Do tego pewnie równolegle kwestia spokoju dla drużyny, aby nie było teraz zamieszania. Nie doszukiwałbym się tu drugiego dna, on jest transparentny.
Inwestora zapewne zna dobrze, skoro obu stronom zależy na transakcji, bo obie strony mogą dużo zyskać, to muszą się po prostu gdzieś spotkać. I zapewne temu też służy extra czas.
|