Ten sezon to właściwie raj dla statystyków - tu wszystko leci od pierwszego rewanżowego meczu w przeciętnych granicach, bez żadnych odchyleń w jedną lub drugą stronę. Nawet ten moment, w którym wylądowaliśmy (na jedną kolejkę) na miejscu "biorącym", to był ten jeden jedyny moment, w którym nasza średnia punktowa znalazła się w przedziale międzywartylowym średniej "biorącej" w danej kolejce.
Statystycznie jesteśmy od dwóch kolejek w punkcie, w którym tradycyjnie następowała największa obniżka formy klubów walczących o awans (przynajmniej z perspektywy drugiego miejsca). Czyli, paradoksalnie, przeciętnie wszyscy dostawali w tym momencie zadyszki. To taka dobra wiadomość.
Zła wiadomość jest taka, że przez najbliższe trzy kolejki statystycznie drużyny walczące o drugie miejsce spinały się w sobie i śrubowały wyniki. Czekają nas trzy kolejki prawdy
