MaLk napisał(a):

W grze ofensywnej - pewnie nikły. Ale ja tu o grze defensywnej akurat pisałem, powiedz mi, jak sobie wyobrażasz całą naszą lewą stronę w tamtym meczu z Szotem (nikogo innego na zmianę na tej pozycji nie było) i Żyrą/Młyńskim mu pomagającymi i Colleyem na dokładkę jako odpowiedzialnym za lewą stronę środka, asekurowanym przez Tachiego? Bo dla mnie to było już tak, jak w tym memie z kotem - "Andrzej, to je*nie" 
No nie, to się da obronić, im dłużej nad tym myślę, tym bliżej mi do stwierdzenia, że sam bym chyba w tamtej sytuacji zostawił Junkę w składzie, bo tam w pewnym momencie była już tykająca bomba w obronie i można było ją tylko odpalić.
Inna sprawa, że zakładam, że któryś z dwójki Junca/Fernandez (prawdopodobnie Junca) był przewidziany do zmiany, ale rozwój wypadków na boisku i późniejsza kontuzja Łasickiego sprawił, że ta zmiana nie miała miejsca. Tam i tak jeszcze przed Junką i Fernandezem do zmiany był James, który w pewnym momencie zaczął mieć problemy mięśniowe, a musiał dograć do końca ryzykując kontuzję.
Cały problem polega na tym, że wy na te zmiany patrzycie wyłącznie przez pryzmat tego, że ktoś mógł dostać żółtą kartkę i pauzę, ja przez to, kto faktycznie w tym czasie siedział na ławce, co mógł wnieść i co się działo na boisku. Wtedy już sprawa nie jest taka oczywista.
|
To że aytuacja zaczęła się rypać jest winą wcześniejszych zmian Sobolewskiego, ale to już było dyskutowane. Colley miał urodziny, Młyński - nie wiem, przedwczesny Dzień Dziecka?
W obronie Szot dał radę z Arką która nas bardziej cisnęła, czyja to wina że wszedł Colley za Moltenisa? Zresztą, uczciwie trzeba przyznać że Szwed zagrał poprawny mecz na stoperze, może dlatego że Stal w ogóle nie pressowała obrońców?
To że Młyński z Żyrą będą słabi na skrzydłach wiedział każdy kto obejrzał kilka meczy Wisły w tym sezonie.
I tak Sobolewski musiał dzielnie walczyć z problemami własnego autorstwa.