s1mone napisał(a):

No Colley tragiczny. Facet ma wszystko, co trzeba do bycia klasowym stoperem poza łbem.... Druga bramka to pal sześć, po prostu dał się wyprzedzić, ale pierwsza to było pokłosie nonszalancji i lekceważenia... Mógł spokojnie piłkę dziubnąć i wybić, ale wolał brać 5km-zamach, żeby wykopać z całej siły i przykozaczyć, no i nie wyszło.
Wymieńcie chłopu głowę to zje nie tylko 1 ligę, ale i ekstraklasę, bo umiejętności bezapelacyjnie ma.
To są wszystko błędy, które facet z wiekiem ma szansę wyeliminować.
Tylko, że my nie mamy czasu się z nim cackać. Na razie jest panem profesorem defensywy z tykającą bombą za pasem. Coś jak nasz poprzedni bramkarz Kieszek. Ten sam typ gościa, który przez 99% czasu wygląda jak mega-kozak, a przez 1% sam se wrzuca babole do bramki.
Trzeba pamiętać też, że Kieszek w ogóle z tego nie wyrósł i sadził takie akcje przez całą karierę, więc i z tym wyrośnięciem z tych błędów to też nic pewnego.
|
Moim zdaniem problemem Colleya jest przecenianie swoich umiejętności i brak szacunku do rywali. W pierwszej lidze się to mocno nasiliło, zachowuje się jak profesor futbolu - którym nie jest. Dlatego przegrywa rywalizację z obiektywnie gorszymi technicznie stoperami - ale takimi z lepszym podejściem i poukładaną głową.
Lepiej żeby grał Szot który zna swoje ograniczenia i nie bawi się niż Colley którego nogi nie nadążają za głową przez co generuje smród pod własnym polem karnym kilka razy na mecz. Paradoks sytuacji polega na tym że chłopak ma dobre pomysły i chce grać jak nowoczesny stoper, ale mu nie wychodzi. Gdyby było inaczej nie grałby w Wiśle i w pierwszej lidze.
Gdyby odwalał babola raz na kilka meczy a nie na odwrót - byłby potencjał na sprzedaż. Aktualnie jednak lepszy jest w sumie każdy inny stoper w kadrze, bo nie możemy sobie pozwolić na zbędne ryzyko. Moltenis nie jest drewniany ale kiedy trzeba wywali piłkę na orbitę i da czas drużynie na ustawienie się.