Piknik1906 napisał(a):

|
Nie jestem specjalistą od przepisów piłkarskich. Wierzę, że jest jak piszesz przy czym ja pisałem o zwyczaju jaki zaobserwowałem, a nie o przepisach. Zwyczaj wynika zapewne z pokrywania przez kluby półrocznych czy rocznych okresów wypłat. Jeśli umowa jest inna to znaczy, że jeden klub dotuje w danej rundzie czy sezonie inny - prosta matematyka.
|
Praktyka ta wynikała głównie z tego, że w większości krajów, zwłaszcza tych europejskich sezon kończy się w okolicach 30 czerwca, ewentualnie pokrywa się z rokiem kalendarzowym i kończy w grudniu. Ale to nie jest zasada, są kraje, gdzie jest inaczej i wypada to w innych okresach, m.in. właśnie Izrael.
Od jakiegoś czasu FIFA mocno porządkuje i ujednolica te kwestie, które wcześniej mocno zależały od poszczególnych federacji. Wypożyczenia, rejestracje, okienka transferowe, nakładanie się sezonów, testy piłkarzy itp. - wszystko to teraz musi być zgodne z ogólnymi regułami ustalanymi przez FIFA.
Kwestie finansowe są tutaj wtórne - tu do tej pory obowiązywała wolna amerykanka i ustalenia kto płaci i ile płaci były przeróżne, teraz też można się zresztą umówić, że klub "właścicielski" dalej płaci część albo całość wynagrodzenia, choć formalnie to nie jest zasada, tylko wyjątek.
W każdym razie - w przypadku klubów z innym kalendarzowo sezonem nie nazywałbym tego dotowaniem - podstawową zasadą w piłce nożnej już od dawna jest to, że piłkarzy zatrudnia się nie na okresy kalendarzowe, tylko na okresy odpowiadające sezonom/rundom. Dlatego w Izraelu np. piłkarzy się zatrudnia na "normalne" kontrakty, które kończą się razem z końcem sezonu - w maju. Podobnie jest np. w Algierii czy na Cyprze (są też egzotyczne kraje, gdzie może to być np. styczeń, marzec czy październik). Nie ma w tym nic sprzecznego ze zwyczajem - tam po prostu jest inny zwyczaj. Dla tych klubów nie ma żadnego uzasadnienia ekonomicznego, żeby piłkarza trzymać jeszcze przez miesiąc po zakończeniu sezonu i nie odnoszą żadnych korzyści z takiej "dotacji". A że klub właścicielski odnosi mniejszą korzyść wypożyczając piłkarza do klubu z takiego kraju? No, to już problem klubu wypożyczającego i tego, co jest w stanie sobie wynegocjować. My - wiadomo - pozycję negocjacyjną mieliśmy tutaj proporcjonalną do umiejętności budowania kadry za poprzedniego zarządu...
Tak czy inaczej, niezależnie od tego do kiedy i ile rzeczywiście płacą mu Izraelczycy oraz co Wisła napisała w komunikacie, formalnie Hugi będzie wypożyczony co najmniej do 15 czerwca, bo wtedy najwcześniej może powrócić z wypożyczenia i zostać ponownie zarejestrowany w Polsce.
Cytat:
|
Przy czym to tylko taka mała zmyłka mająca pozwalać na dobry PR i budowanie zadowolenia kibiców. Kwota zupełnie nieistotna w obliczu całego budżetu, całkowitej dziury operacyjnej i finansowej. Dla mnie z kolei to kolejny sygnał jak traktować podawane komunikaty i przekazy. A traktować należy z rezerwą.
|
No cóż, tutaj mamy chyba zgodę od dawna...
Cytat:
PS. Przy okazji tego mojego nadrabiania zaległości w ferie widziałem Twoją dyskusję z @Obserwator o umiejętności, możliwości i celowości przeprowadzenia restrukturyzacji zadłużenia. Nie wiem czy to wyłapałeś, ale pośrednio podsumował ją Jarosław Królewski mówiąc (ja widziałem dwa razy), że cytuję „restrukturyzację każdy de… potrafi przeprowadzić”. Także jest przesłanka aby wierzyć, że nie było szerokiego poparcia dla działań restrukturyzacyjnych w przeszłości i chyba można je wykluczyć w przyszłości.
|
Widziałem, i owszem - dlatego nie kontynuowałem tematu po tamtych wypowiedziach, skoro szef zamknął drogę, to szkoda czasu na pisanie o tym. Ale to ryzykowna strategia.
Tym bardziej, że pod płaszczykiem chlubnego założenia, że nie będziemy nikomu obcinać należnej mu kasy w restrukturyzacji, bo to byłoby "niehonorowe" przebija się faktyczna praktyka pod nazwą nie płacimy zaległych zobowiązań (innych niż licencyjne) i co pan nam zrobi, czyli w praktyce walimy na przymusowym "kredycie kupieckim", a wierzyciele tracą na wartości pieniądza w czasie, finansują obecne działania i ponoszą całe ryzyko tego, że to wszystko pier*yknie. Czego nikomu nie życzę - ale nie udawajmy, że to jest strategia zgodna z interesem wierzycieli tylko dlatego, że oficjalnie nie umarzamy im niczego i nie otwarliśmy żadnego formalnego postępowania. O tym, że księgowy dług post-TF jak wisiał, tak będzie wisieć i psuć bilans, nie chce mi się nawet gadać.